Kolejny letni poranek.Inni dopiero kłądą się spać inni się budzą,miasto zaczyna tętnić życiem.Julia leniwie wstaje obmyślając plan jak urwać się ze szkoły.
Wyciąga kolejne ubranie z szafy nie zastanawiając się ani co założy po czym przeszukuje swoje spodni szukając w nich jakiś drobnych.
Luis wlaśnie klęczy przy dolnej półcę swojego biurka wyrzucając z niej pokolei swoje wszystkie książki w poszukiwaniu tej zagubionej.
Znalazł chodź tak właściwie pewnie ani jej dziś nie użyje.Schodzi powoli do kuchni ze słuchawkami w uszach.
Hugo stoi na balkonie oparty o balustrade kończąc palić papierosa.Patrzy na coraz bardziej zatłoczone ulice i śmieję się ze zdenerwowanych kierowców ,którzy wykrzykują przekleństwa i trąbią.
-Hogo co ty tam do diabła robisz,zaraz spóźnisz się do szkoły.Śniadanie stoi na stole ! -Krzyczała z kuchni ciocia Salome.
-Już idę ciociu-zawołał
-Same problemy z tym dzieciakiem-burknęła pod nosem.
Czterdziestopięcioletnia brunetka siedziała w przytulej kuchni przyglądając się swoim podstarzałym meblą popijając swoją ulubioną kawę.Hugo był synem jej młodszej siostry Marii,która zmarła 2 lata temu.Od tego czasu zamieszkał z nią Hugo.Zawsze prowadziła spokojny tryb życia.Sama w dość dużym mieszkaniu,w centrum Barcelony.Jej dzień polegał na spotkaniach ze znajomymi,spacerowaniu po mieście,krzątania się po domu.Pracowała w niewielkim sklepie z ubraniami.Lubiła te pracę mogła poznawać nowych ludzi i od czasu do czasu poznać jakiegoś przystojego hiszpana.Od czasu kiedy Hugo zamieszkał z nią jej życie diametralnie się zmieniło.Hugo nigdy nie należał do grzecznych i spokojnych dzieci,ale po śmierci Marii stał się jeszcze gorszy.Salome zawsze twierdziła że po śmierci matki się po prostu załamał,zmienił środowisko,szkołe i wpadł w złe towarzystko.Mimo sporych problemów z nim kochała go i traktowała jak własnego syna.
Wysoki umięśniony brunet o brązowych oczach wszedł do kuchni włożył kanapki do torby i pocałował ciotkę w policzek na pożegnanie.
-Do zabaczenia po poludniu ciociu-powiedział prawie opuszczając kuchnie
-Czekaj! -nic nie zjesz ?Przecież zrobiłam ci śniadanie-powiedziała trochę poirytowana
-Nie dziękuję,przecież ne mogę się spóźnić-powidział uśmiechając się po czy odwrócił się w stronę wyjścia
-Czekaj!-krzyknęła
Step przewrócił oczami i odwrócił się w stronę Salome-tak ciociu?-spytał grzecznie
-Czym jedziesz?-zapytała
-Motorem.Tak jak jeżdze od kąd tu się przeprowadziłem czyli przez jakieś 2 lata-odpowiedział trochę podirytowany
Salome wiedziała że to pytanie retoryczne,ale wolała wiedzieć jak potencjalnie może zginąć dziś jej siostrzeniec.Zawsze uważała że jazda na motorze jest niebezpieczna a zwłaszcza w wykonaniu Hugo,ale zdążyła się już do tego przyzwyczaić i starać się nie zwracać na to uwagi tylko od czasu do czasu mówiła mu że ma jeździć ostrożniej.
Chłopak strał się jak najszybciej opuścić pomieszczenie.
-Czekaj!-krzyknęła
-Tak ciociu?-spytał trochę piskliwie i spojrzał na nią błagalnie.
-Uważaj na siebie i nie rób głupstw bo cię kiedyś przez ten balkon wyrzuce-powiedziała
-Dobrze ciociu,ale musze już iść do zobaczenia -powedział po czym wyszedł.
Salome tylko ciążko westchnęła wiedziała że to co powiedziała przeleciało przez niego jak wczorajszy obiad.
-No gdzieś ty był?! ile można czegać? -spytał lekko zdenerwowany Luis.
Siedział na motorze z Julią przed domem Salome.Miał na sobie ciemne okulary i biały podkoszulek.Włosy Julii lekko powiewały na wietrze co jeszcze bardziej dodawało jej uroku.
Hugo miał ochotę jej powidzieć e wygląda ślicznie,ale się powstrzymał jak tylko zobaczył Luisa.
Podszedł do nich i przywitał się.
-Ciotka znowu robiła przesłuchanie-powiedział po czym podszedł do swojego czarnego motoru.
-Co dziś robimy zapytała zza Luisa Julia.
-nie wiem coś się wymyśli-odpowiedział Luis a Hugo sie tylko uśmichnął .
-Dobra jedziemy -dodał po chwili uruchamiając swoj motor po czym wszyscy 3 ruszyli omijając sprawnie samochody.
Catina siedziała z Valerią na jednej z ławek,które znajdowały się w parku przed szkołą. Valeria zawzięcie odpisywała ostatnie zadania domowe,żeby tylko zdążyć przed dzwonkiem
natomiast Catina oparta łokciami o ławkę przyglądała się idącej młodzieży w jakby kogoś szukała.Nagle usłyszała warkot silnika motorów,które właśnie podjechały pod szkołę.
-Catina!-Valeria kopnęła dziewczyne pod ławką
-Auć-dziewczyna dotkneła bolącego miejsca sycząc z bólu-przecież ja nic nie robie-dodała
-Oczywiście-Valeria odpowiedziała ironicznie nie przerywając pisania
Catina natomiast zpowrotem obruciła się w stronę parkingu.Julia zeszła z motoru przeczesując ręką włosy oparła się o niego i zaczęła szukać czegoś w torbie.Luis podszedł do grupki innych uczniów witając się z nimi poczym zwrócił się w stronę Julii.Hugo stał natomiast oparty o motor rozglądając się do okoła i lekko uśmiechając.Był taki piękny tak idealnie nieidealny.Słońce odbijało się w jego ciemnych okularach Biała koszulka podkreślała jego umięśniony brzuch i ramiona,dołeczki w policzkach dodawały uroku.
Valeria zamkęła zeszyt i spojrzała na Catine dziewczyna siedziała rozmarzona obok niej kompletnie wyłączając się z rzeczywistości.W końcu postanowiła nadobre przywrócić ją do żywych.
-Catina wiem że ci się podoba-zaczęła-ale ty się załkiem od niego różnisz
Dziewczyna obróciła się w stronę przyjaciółki
-Ale przecież przeciwięstwa się przyciągają-odpowiedziała lekko się uśmiechając
-Catina przeciwieństwa ?!-prawie krzyknęła-przecież wy jesteście jak dwie oddalone od siebie o milion kilometrów planety.Ty nie palisz,nie pijesz, nie bierzesz.Jesteś jedną z najlepszych uczennic w szkole,księżniczką tatusia,a on ?Uzależniony od wszystkiego,kradnie,wdaję się w bijatyki,ledwo zdaje do następnej klasy,dla niego nie liczy się nikt i nic..no może oprócz Julii-powiedziała spoglądając na przyjaciółke
-Julii? -spytała zdziwiona
-Nie mów,że nie widzisz tego że Julia podoba się Hugo-zapytała wiedząc że rani przyjaciółkę,ale robiła to tylko dla jej dobra
Nagle zadzwonił dzonek.Catina nie zdążyła nawet odpowiedzieć właśnie zdała sobie sprawę co tak naprawdę powiedziała do niej Valeria.Siadziała tylko i patrzyła się na przyjaciółkę.
-Idziesz ?-spytała Valeria
-tak,tak już idę-odpowiedziała cicho
****
Wszyscy uczniowie siedzieli na swoich wyznaczonych miejscach a pani Wilson odpytywała jakąś uczennice,która resztkami swojej wiedzy i próbami odczytania migów swojej przyjacióki starała się odpowiedzieć na zadane pytania ze średnim powodzeniem.Dzień jak dzień ładny i słoneczny.Ptaki śpiewały za oknami,słońce oślepiało niektórych uczniów,zapach miasta wpadał przez otwarte okna klasy.Nic nie wskazywało na to,że coś dzisiaj się zmieni,że coś nowego się zacznie.Julia siedziała w środkowym rzędzie dwie ławki przed Catiną,która znudzona odliczała minuty do końca lekcji,po której miała uciec z Luisem i Hugo.Była na głodzie i musiała szybko coś sobie wstrzyknąć w żyłę dlatego wiedziała gdzie pojadą.Mieli swoją małą kryjówkę,swój dom,azyl co dla innych było zwykłą opuszczoną meliną gdzieś w jednej z uliczek Barcelony.Miała podkrążone i nie wyraźne oczy,ale nadal wyglądała na piękną i atrakcyjną dziewczynę.Nigdy nie należała do grzecznych,ciągle były z nią jakieś problemy. Tu coś ukradła,tu pobiła jakąś dziewczynę,tu znowu przesadziła z imprezowaniem.Czy to jej wina ? Nie miała łatwo w domu.Ojca nigdy nie miała.Wychowywała ją matka,która zaszła z nią w ciąże w wieku 18 lat.Był też ojczym,który,pracował w innej części Hiszpanii a kiedy wracał do domu ciągle chodził pijany i wyżywał się na Julii.Dlatego miała Luisa,z którym była już jakiś czas.Kochała go,tak przy najmiej myślała.Był też Hugo jej najlepszy przyjaciel,z którym parę razy była bliżej,ale tak naprawdę nigdy między nimi nic się nie wydarzyło.Ubrana w luźną bokserkę, podziurawione rajstopy i dżinsowe spodenki.Włosy brązowe mocno pocieniowane i lekko poczochrane.Zawsze była śmiała i lubiana przez chłopaków,z którymi przeżywała jednorazową przygodę,nawet kiedy była w związku z Luisem,który też przecież nie był święty.Trochę toksyczna miłość,ale miłość bez której byłoby ciężko.Tyle można było o tym powiedzieć.
Catina chyba pierwszy raz nie słuchała tego co było na lekcji,choć tak na prawdę nie musiała bo i tak wszystko wiedziała.Myślami była całkowicie gdzie indziej.Oparta o ławkę wpatrywała się w Julie myśląc o tym co powiedziała jej dziś Valeria.Tak prawdę mówiąc miała całkowitą rację.Nidy nie pasowała do niego i nie myślała,że kiedykolwiek mogłaby pasować.On szukał dziewczyny w stylu Julii i tak na prawdę chyba dawno wiedziała,że on coś czuje do niej,ale nie dopuszczała tej wiadomości do siebie.Zresztą on co wieczór miał inną dziewczynę więc czy byłby sens.Ale on był.Był w jej cholernej głowie. Był tam i nic nie mogła z tym zrobić.Nie mogła się nie uśmiechać,kiedy on przechodził o bok i wierzyć,że ją zobaczył choć tak naprawdę ani przez chwilę nie poświęcił jej swojej uwagi.Nie mogła nic zrobić z tym że nogi jej się uginały,za każdym razem gdy on się uśmiechnął,nie mogła być obojętna widząc go bo wiedziała,że kocha każdą jego część.I chodz wiedziała,że to tylko jej chora wyobraźnia i jej chore marzenia,które nie mają sensu bo nigdy się nie spełnią a ona powinna uczyć się do testu z chemii zamiast opierać się na łokciach i wyobrażać sobie jak mogło by być pięknie,ale nie mogła i nic na to nie poradzi.Bo nie można udawać,że nie ma czegoś co się pragnię całym swoim sercem,ciałem i myślami.Szczerze mówiąc to porównując ją do Julii można by pomyśleć że tak sie od siebie różnią,że to aż nie możliwe,ale jednak może coś je łączyło.Może ta sama miłość bo nie wiarygodne by było że Julia nic nie czuje do Hugo.Julia czując że ma czyiś wzrok na plecach śmiało się odwróciła i spojrzała na Catinę.Ta zmieszana szybko odwróciła wzrok a Julia tylko uśmiechnęła się pod nosem.Zadzwonił dzwonek.Julia prawie wybiegła z klasy.Catina zaczeła się pakować powoli wkładając książkę po książce do torby.Valeria podeszła do niej poczym razem rozmawiając o czymś opuściły klasę.Catina tylko obawiała się tego co pomyśłała sobie Julia gdy przyłapała ją na tym że patrzy się na nią,ale po chwili namysłu stwierdziła,że znając ją to i tak o tym niedługo zapomni.
Julia i Luis stali już na parkingu przytulająć się i czekająć na Hugo.
-Mówie ci jakie jaja były na chemii-zaczął Luis-Nauczycielka zaczęła odpytywać Hugo,a ten jak zwykle zaczął ją bajerować chorą ciotką i uśmiechał się mrugając do niej,a ta jak zwykle uwierzyła i odpuściła mu.Mówie ci też bym chciał mieć taki urok osobisty-zażartował
-Ale przecież ty masz taki urok,przynajmiej na mnie działa-powiedziała po czym pocałowała chłopaka uwieszając mu się na szyję.
-Witam was moje gołąbeczki-zawołał Brunet uśmiechając się
-O jesteś cwaniaku -zaczępił go Luis
-Ma się to coś -zażartował -Ja jednak teraz nie idę z wami-powiedział
-Czemu? -spytała Julia która usadowiła się już na motorze Luisa.
-Została mi tylko jedna lekcja bo nie ma baby od polskiego została mi tylko matematyka a tyle jeszcze wytrzymam.Jedzcie ja dojade potem do was-powiedział
-Od kiedy ty jesteś takim pilnym uczniem?-zażartował Luis poczym też wsiadł na motor
-Musze iść bo na nią nie działa już tak mój urok,a niedługo koniec roku -zaśmiał się
-Okej,ale potem przyjedz bo musze ci powiedzieć o czymś co wymyśliłem na chemii-powiedział Luis poczym wraz z dziewczyną odjechał.
Kolejny genialny plan tego debila-pomyślał.
Matma ciągnęła się w nieskończoność.Myślał o niej. Wtedy gdy na parkingu zobaczył ich całujących się wcale nie było mu do śmiechu.Czuł się okropnie.Wiedział,że nie powinien zakochiwać się w Julii,że nie powinien ani myśleć o niej.Przecież była dziewczyną jego najlepszego kumpla a ona była jego najlepszą przyjaciółką.Jednak nie mógł bo nie można udawać,że nie ma czegoś co się pragnię całym swoim sercem,ciałem i myślami.Gdy patrzył w jej Zielone oczy rozpływał się,gdy się uśmiechała on się uśmiechał,gdy płakała on płakał.Czy ludzie zawsze muszą zakochiwać się w nieodpowiednich osobach ?Miał wiele dziewczyn,każdą na jedną noc.Wiedział,że gdy idze ulicą,czy korytarzem jest marzeniem,każdej dziewczyny.To dawało mu tylko satyswakcje,ale nic po za tym.To przy niej czuł się spokojny,to ona dawała mu szczęście,ale zarazem je odbierała.
***
Catina stała przed szkołą nie wiedząc co robić.Jej także odpadło kilka lekcji.Valeria pojecheła z mamą prosto na zakupy,autobus miała dobiero za dwie godziny a jej rodzice byli w pracy.Pozostało jej siedzieć dwie gługie godziny na gorącym przystanku lub iść pieszo.Wybrała te drugą opcję.Ruszyła w zdłuż jednej z ulic.Jej dom był dość daleko od jej szkoły,więc wiedziała że lekko nie będzie.Szła chodnikiem mijając jakiś przypadkowych przechodniów.Nagle usłyszała za sobą znajomy głos silnika motoru.Wzdrygła lekko gdy zobaczyła że motor zbliża się do niej i coraz bardziej zwalnia.To niemożliwe-pomyslała.Poczym odwróciła głowe w stronę jezdni.A jednak na motorze siedział umięśniony Brunet.
Czy ja snię? Jeżeli tak to nie szczypać mnie ! -pomyślała.
-Czemu taka ładna dziewczyna,w taki upał idzie sama taki kawał do domu?-spytał uśmiechnięty spoglądając na nią
-Brak jakiej kolwiek komunikacji drogowej w stronę mojego domu.Został mi tylko marsz -powiedziała a jej serce waliło jak oszalałe
-Są jeszcze dobrzy znajomi ze szkoły jeżdzący na motorach-zażartował-wsiadaj-powiedział
Catina spojrzała na chłopaka a jej oczy miały rozmiar trzy razy większy niż zwykle.
-Ja?-zaczeła dukać-ale,ale ja nigdy nie jechałam na moto.. -nie dokończyła
-Ja też nie-zaśmiał się-wsiadaj przecież nic ci się nie stanie
Oczywiste było to,że uległa.Wsiadła by na ten cholerny motor chociaż by wiedziała że za chwilę ma zginąć.
Strasznie się bała,a on dobrze o tym wiedział,przez co jechał jeszcze szybciej.Nie chciała go obejmować bo byłoby to trochę dla niej dziwne,ale jemu tylko o to chodziło.W końcu gdy z dużą prędkością minął kolejny samochód,objęła go.Jej organizm wariował.Nie wiedziała czy to kolejne jej marzenie,czy to naprawdę się dzieje.Nie chciała,żeby się zatrzymywał.Odliczała centymetry dzielące ich od jej domu.Wiedziała,że gdy tylko się zatrzymią powinna po prostu zejść z tego motoru podziękować za podwiezienie i żyć dalej jakby to nigdy się nie wydarzyło.Powinna.Niestety,wiadome było,że przez kolejny tydzień będzie przypominać sobie każdą sekundę,każdy,ruch,każdy gest ,analizować każde słowo,aż w końcu przyjdzie ta brudna prawda,która oznajmi jej,że dla niego nic to nie znaczyło i już dawno o niej zapomniał.Jednak dziewczyny nie są mądrymi organizmami pod tym względem i lubią z tego powodu cierpieć.Kąpią się w tym bólu jakby to było im do czegoś potrzebne.
Przez chwile się zaniepokoiła gdyż uświadomiła sobie,że droga,którą jadą wcale nie prowadzi do jej domu.Wjechali w boczną uliczkę i zatrzymali się przed wejściem do niezbyt zadbanego domu.
-Poczekaj na mnie chwile.Muszę coś tylko załatwić i zaraz wracam-powiedział zanim nawet zdążyła się zapytać co tu robią.Pokiwała tylko głową,a on wszedł do pomieszczenia.
Postanowiła poczekać na motorze,jednak jej ciekawość ją przerosła i podeszła bliżej wejścia do budynku.
-Ooo któż to się pojawił!-zaśmiał się Luis.Oprócz niego i Julii,która leżała na starej skórzanej kanapie z głową na jego kolanach w pomieszczeniu było jeszcze paru innych ich znajomych.Jedni siedzieli na ziemi,drudzy na fotelach jeszcze inni próbowali znaleźć miejsce na kanapie.Wszyscy na lekkim haju,a na stole pozostały ślady białego proszku.
-Dobra Luis gadaj jaki jest twój kolejny genialny pomysł bo nie mam czasu-powiedział zabierając od Julii jedną paczuszkę białego proszku i chowając ją do kieszeni.Wyciągnął papierosa z kieszeni i zapalił go.
-Mam dość tego cwela Nico.Gościu myśli,że jest wielką gwiazdą szkoły czy co?Bogaty synuś mamusi.Czas go trochę udupić.Słuchaj podłożymy mu do torby dragi i napiszemy anomima do dyrektora,że widzieliśmy jak bierze-powiedział aż wstając z ekscytacji.Hugo wypuścił dym z ust i zaczął się śmiać.
-Hahaha dobre.Wiedzę,że akcja zaplanowana,ale nie uważasz,że to może być lekka przesada?-powiedział patrząc na chłopaka.
-Spokojnie Step.Takich trzeba tępić co nie chłopaki?-odpowiedział a cały pokój zaczął wiwatować.
-Okey.Dobra ja muszę spadać.Do wieczora-powiedział po czym wyszedł.
Catina stała niedaleko wejścia do pomieszczenia w którym się znajdowali.Słyszała wszystko co zaplanowali.Była przerażona.Wiedziała,że przez to mogą zniszczyć jego życie,a przynajmniej poważnie mu w nim namieszać.Tata Nico był Brazylijczykiem.Chłopak strasznie lubił grać w piłkę.Była jego pasją.Zawsze reprezentował drużynę szkolną w dodatku jest ładnym chłopakiem przez co podoba się wielu dziewczyną.Jest dość znany w szkolę.Taki typowy popularny przystojny sportowiec,w którym kocha się każda dziewczyna w szkole,taki jakiego możecie znać z tych amerykańskich filmów.Catina nigdy osobiście go nie znała.Nigdy także nie zwracała nadmiernie na niego uwagi.Wolała bowiem skupić się na Hugo.Gdy tylko usłyszała kroki jak najszybciej pobiegła do motoru.Zdążyła stanąć obok niego jak gdyby nigdy nic,tak jakby się stamtąd nie ruszała.
-Przepraszam,że tak długo musiałaś czekać-powiedział gasząc papierosa-wsiadaj.
Po niedługiej jeździe dotarli do jej domu.Powoli zeszła z motoru poprawiając włosy.
-Dziękuje Ci bardzo.Gdyby nie ty musiałabym iść parę kilometrów-powiedziała uśmiechając się.
-Cała przyjemność po mojej stronie -powiedziało-Będziesz jutro w klubie?-uśmiechnął się słodko.
-Nie wiem.Pomyślę jeszcze-powiedziała
-To do zobaczenia-uśmiechnął się słodko.
-Do zobaczenia-opowiedziała.Chłopak wychylił się i pocałował ją w policzek.Kolana się jej ugięły i czuła jak cała się czerwieni.Potem odjechał kiwając jej tylko na pożegnanie,a ona weszła do domu.
Jej rodziców nie było jeszcze w domu.Pobiegła do swojego pokoju rzucając się na łóżko.Całe południe rozmyślała o tym co się dziś stało.Rumieniła się za każdym razem gdy przypomniała sobie jego uśmiech,oczy,usta na jej policzku.Jednak cały czas martwiła ją sprawa z Nico.Nie mogła pozwolić,żeby mu to zrobili.Całe jej piękne wyobrażenie o Hugo pryskało za każdym razem gdy tylko pomyślała o tym.Wiedziała,że Luisa na to stać,ale że Hugo może zrobić takie coś i być kompletnie obojętny na uczucia Nico,tego się nie spodziewała.Sumienie nie pozwoliłoby jej żyć,gdyby nic z tym nie zrobiła.Nie mogła pogadać z Hugo bo wydałaby się,że ich podsłuchiwała.Postanowiła więc,że musi ostrzec Nico.
Nadchodził wieczór,a hiszpańskie słońce powoli zaczęło zachodzić na Barceloną.Jechała na rowerze w poszukiwaniu chłopaka,jednak nie miała bladego pojęcia gdzie on może być.Postanowiła pojechać na jedno z boisk do piłki nożnej licząc,że go tam znajdzie.Nie myliła się.Był sam.Podbijał piłkę na środku murawy.Catina oparła rower o murek trybun i zaczęła iść do niego.
-Cześć-powiedziała wkładając ręce do obszernej bluzy.
-Hej-obrócił się zdziwiony-Co ty tu robisz?-spytał
-Nie wiem czy mnie kojarzysz.Chodzę z tobą do szkoły.Jestem Catina-powiedziała lekko się uśmiechając.
-Kojarzę Cię.Nico jestem,ale nie rozumiem co Cię tu sprowadza-odpowiedział
-Dowiedziałam się przypadkowo o bardzo jak dla mnie głupim i bezmyślnym pomyśle pewnych osób.Chcą Ci jutro podłożyć narkotyki do torby i zgłosić to dyrektorowi-powiedziała
Chłopak popatrzył chwile na nią z szeroko otwartymi oczami,a potem nie dowierzając zaczął się śmiać.
-Kto? Luis i Hugo z tą swoją debilną ekipą?-zapytał
-Nie mogę Ci tego powiedzieć-odpowiedziała zwieszając głowę w dół.
-Co kryjesz tych skurwieli?Koledzy czy jesteś kolejną idiotką zabujaną w Hugo?Pewnie śledziłaś go i podsłuchałaś co?-powiedział kpiąco
-Słucham?-krzyknęła-Niby co ty o mnie wiesz?Takie rzeczy opowiadasz? To ja jadę na tym pieprzonym rowerze przez pół miasta żeby Cię ostrzec a ty mnie o jakieś śledzenie oskarżasz?Wiesz co uważaj na siebie.Cześć-powiedziała i szybkim krokiem opuściła boisko.Wsiadła na rower i wściekła pojechała do domu gdzie czekała już na nią Valeria.Dziewczyna rzuciła rower o werandę i nie witając się z przyjaciółką ostro powiedziała-Wchodź-Valeria szybko weszła za nią i poszły do jej pokoju.Gdy tylko Catina opowiedziała wszystko dziewczynie ta nie mogła w to uwierzyć.
-Ale jak on mógł Cie tak potraktować?Znaczy miał racje z tą zakochaną idiotką i z tym że go śledziłaś,ale no bez przesady w końcu go ostrzegłaś-powiedziała dogłębnie szczera
-Nie jestem w nim zakochana!Najwyżej zauroczona-Valeria przewróciła oczami-a poza tym go nie śledziłam tylko przypadkowo to usłyszałam-ciągnęła-A Nico to totalny zadufany w sobie BUC.Gdybym mogła to sama bym mu chętnie podłożyła coś-powiedziała zbulwersowana.
-Nie przejmuj się -powiedziała Valeria-przynajmniej masz czyste sumienie.Wszystko będzie okey reszta wydarzy się w szkole.Muszę już iść do zobaczenia jutro-przytuliła przyjaciółkę i wyszła.
***
Catina już idąc do szkoły czuła,że ten dzień będzie inny od pozostałych.Zastanawiała się czy Hugo zareaguje na nią jakoś czy jak zwykle minie ją na na korytarzu.Ciekawiło ją jak potoczy się cała akcja związana z Nico i miała wielką nadzieje,że nie spotka dziś tego chłopaka.
Valeria cały dzień siedziała i obserwowała wszystko co się dzieje dookoła informując Catine o każdym najmniejszym szczególe,nawet gdy dziewczyna miała już dość i mało ją to obchodziło,a raczej udawała,że to ją nie obchodzi,bo w środku czuła ciągły niepokój.Hugo tylko uśmiechnął się do niej z daleka,nie przywiązując nawet do tego szczególnej uwagi,lecz dla Catiny i tak był to powód do wielkiej radości.Lekcje mijały jedna po drugiej,zaczęła się długa przerwa, na której wszyscy spotykali się w stołówce.Hugo stał z Luisem,Julią i resztą przy jednym ze stolików,Nico siedział po drugiej stronie z kolegami z drużyny piłkarskiej,jedząc frytki,a Valeria znalazła specjalne miejsce po środku stołówki taki "dobry punkt obserwacyjny" i zawołała do siebie Catine.Usiadły zabierając się za jedzenie gdy nagle do sali wszedł dyrektor.Valeria zastygła z frytką w ustach,a Catine przeszedł skurcz przez całe ciało powodując,że czuła jakby miała zaraz zwymiotować.Dyrektor zmierzał prosto w kierunku Nico.Na twarzy Luisa pojawił się lekki uśmiech wszyscy odwrócili się i podążali wzrokiem za dyrektorem.Nico krótko i prawie niezauważalnie spojrzał na Catine,udawał całkiem zaskoczonego i spokojnego.Jednak to spojrzenie nie było aż tak niezauważalne jak myślał gdyż dostrzegł je Hugo,który także spojrzał na Catine,a to jej wystarczyło,żeby zrobiło się jej całkiem gorąco i czuła jakby miała zaraz zemdleć.On już wiedział,że ona wie i mu powiedziała.Zauważył to jednym,ale jak znaczącym spojrzeniem.Teraz tylko czekał na potwierdzenie jego domyśleń.dyrektor podszedł do Nico.Kazał mu wstać i dać torbę.Nico udając całkowite zaskoczenie dał mu torbę i spytał o co chodzi.Hunt bo tak się nazywał,przeszukał ją dokładnie i nic nie znajdując z zażenowaną i wściekłą miną oddał ją chłopakowi.
-Przepraszam Cię Nicolas.Doszły do mnie pewne plotki i musiałem się upewnić dla bezpieczeństwa innych uczniów,ale wiedz,że nigdy nie zwątpiłem w ciebie Nico-powiedział do chłopaka dotykając jego ramienia i się uśmiechając-A wy powinniście się dobrze zastanowić zanim oskarżycie bezpodstawnie swojego kolegę czy koleżankę-powiedział najgłośniej jak mógł,aby każdy go usłyszał i wyszedł.
Luis stał jak wryty.Nie wiedział jak to się mogło stać.Julia zaczęła dyskutować z pozostałymi,a Hugo stał oparty o ściane i tylko się temu wszystkiemu przypatrywał z kpiącym uśmiechem na twarzy.
Dalsze lekcje zostały odwołane ponieważ w szkole rozgrywał się mecz o mistrzostwo szkół z całego miasta i wszyscy uczniowie szli kibicować swojej szkole,która doszła do finału.Nie oszukując się muszę powiedzieć,że była to duża zasługa Nico.
Gdy wszyscy się schodzili,Catina czekała przy barierce na Valerie,która była w łazience.Było bardzo ciepło i słonecznie choć wiał lekki wiatr,który rozwiewał jej długie,blond loki.Słońce świeciło tak mocno,że musiała mrużyć oczy chociaż miała na sobie okulary przeciwsłoneczne.Stojąc tam nagle zauważyła,że w jej kierunku zbliża się ciągle jeszcze wściekła i zaskoczona grupa znajomych Luisa.Hugo coś do nich powiedział,po czym oni udali się na trybuny,a on szedł prosto do niej.Chciała uciekać.Nie wiedziała jak działać,jaką stronę obrony przyjąć,czy nadal udawać,że o niczym nie miała pojęcia,czy po prostu się przyznać.
Stanął prosto przed nią a odległość dzieląca ich twarze od siebie wynosiła kila centymetrów.
Spojrzał na nią z góry.
-Nie ładnie tak podsłuchiwać i jeszcze zdradzać plany kolegi,który odwozi cię do domu-powiedział przybliżając się jeszcze bardziej.
-Słucham?Nie wiem o czym ty mówisz-powiedziałam spoglądając w dół
-Jesteś pewna?-powiedział po czym nagle został odepchnięty przez Nico.
-Nie za blisko?-spytał
-Ooo nasz piłkarzyk.Jeszcze nie na boisku?-powiedział brunet podchodząc bliżej tym razem do Nico.
-Słuchaj gościu jeszcze jedna taka akcja,a sobie inaczej pogadamy.Co myślisz,że nie wiem,że to wy chcieliście mi to podłożyć?-Nico wcisnął mu białą paczuszkę-w dupę to sobie wsadźcie i zastanówcie się co wy w ogóle odpierdalacie-powiedział wściekły.
-Spokojnie.Nie wiem o czym mówisz my nic nie zrobiliśmy-uśmiechnął się słodko-A z tobą jeszcze sobie pogadam.Do zobaczenia-powiedział po czym wrócił na trybuny.
-Wszystko okey?-spytał z zatroskaną miną.
-Nic nie jest okey-burknęłam-powinieneś wracać na boisko-dodałam i ruszyłam w stronę Valerii,która już czekała na mnie na trybunach i oglądała całą to sytuacje z zaciekawieniem.
-Poczekaj-złapał mnie za rękę
-Tak?-odwróciłam się zniecierpliwiona
-Chciałbym cię przeprosić.Zachowałem się jak totalny idiota,nie powinienem tak na ciebie naskoczyć i oskarżać cię o to wszystko-powiedział
-Masz racje nie powinieneś.Ja nie powinnam...wiesz jakie teraz mogę mieć problemy?-spytałam uświadamiając sobie dopiero co tak na prawdę zrobiłam.
-Nie martw się-podszedł i dotknął mojego ramienia-gdy tylko Hugo zbliży się do ciebie,zadzwoń do mnie.Ja się tym zajmę-powiedział uśmiechając się pocieszająco.
Przez chwile się wahałam,ale postanowiłam wziąć ten numer.Czułam się chociaż trochę bezpieczniej.
Gdy już to zrobiłam Nico wrócił na boisko,a ja powędrowałam do Valerii.Razem zajęłyśmy miejsca na trybunach w samym ich środku.Valeria co chwile radośnie reagowała wraz z innymi uczniami,gdy Nico albo inny zawodnik zbliżali się do bramki przeciwnika,ja jednak w ogóle o tym nie myślałam.Analizowałam całą tą historie,wiedząc,że nie powinnam się w to w ogóle wtrącać.Nico grał sobie w piłkę ze swoją nienaganną reputacją,przy czym 3/4 dziewczyn wzdychało do niego i się nim zachwycało,a mnie groziło prawdziwe niebezpieczeństwo.W ogóle zastanawiałam się jak mogłam to zrobić skoro od roku podkochuje się w Hugo,a gdy ten zwraca na mnie w końcu swoją minimalną uwagę ja postanawiam stać się jego największym wrogiem ratując chłopaka,którego w ogóle nie znam.Modliłam się tylko aby Hugo nie powiedział o tym reszcie jego bandy,co na pewno uczyni bo dlaczego miałby tego nie zrobić.A tego bałam się najbardziej.Mimo tej nieprzyjemnej rozmowy z Hugo pod trybunami patrząc na niego nie odczuwałam aż tak dużego strachu.Ciągle łudząc się,że jest tym wyidealizowanym przeze mnie chłopakiem,który nigdy by mnie nie skrzywdził.Co do jego przyjaciół miałam już inne odczucia zwłaszcza do rozwścieczonego Luisa.
Nie świadomie obejrzałam się za siebie na sąsiadujący sektor i nasze spojrzenia się spotkały. Hugo właśnie zachłannie się we mnie wpatrywał.Czułam jak mój żołądek wywraca się do góry nogami.Miałam ochote zwymiotować.Uśmiechnął się delikatnie,mówiąc mi,że to jeszcze nie koniec gdy nagle tłum zawiwatował a ja odwróciłam się z powrotem patrząc na boisko.
-Jakie emocje co nie? Dawno tak dobrze się nie bawiłam.Jak tak dalej pójdzie z tych cwelów z niepublicznego nic nie zostanie-
Przez chwile się zaniepokoiła gdyż uświadomiła sobie,że droga,którą jadą wcale nie prowadzi do jej domu.Wjechali w boczną uliczkę i zatrzymali się przed wejściem do niezbyt zadbanego domu.
-Poczekaj na mnie chwile.Muszę coś tylko załatwić i zaraz wracam-powiedział zanim nawet zdążyła się zapytać co tu robią.Pokiwała tylko głową,a on wszedł do pomieszczenia.
Postanowiła poczekać na motorze,jednak jej ciekawość ją przerosła i podeszła bliżej wejścia do budynku.
-Ooo któż to się pojawił!-zaśmiał się Luis.Oprócz niego i Julii,która leżała na starej skórzanej kanapie z głową na jego kolanach w pomieszczeniu było jeszcze paru innych ich znajomych.Jedni siedzieli na ziemi,drudzy na fotelach jeszcze inni próbowali znaleźć miejsce na kanapie.Wszyscy na lekkim haju,a na stole pozostały ślady białego proszku.
-Dobra Luis gadaj jaki jest twój kolejny genialny pomysł bo nie mam czasu-powiedział zabierając od Julii jedną paczuszkę białego proszku i chowając ją do kieszeni.Wyciągnął papierosa z kieszeni i zapalił go.
-Mam dość tego cwela Nico.Gościu myśli,że jest wielką gwiazdą szkoły czy co?Bogaty synuś mamusi.Czas go trochę udupić.Słuchaj podłożymy mu do torby dragi i napiszemy anomima do dyrektora,że widzieliśmy jak bierze-powiedział aż wstając z ekscytacji.Hugo wypuścił dym z ust i zaczął się śmiać.
-Hahaha dobre.Wiedzę,że akcja zaplanowana,ale nie uważasz,że to może być lekka przesada?-powiedział patrząc na chłopaka.
-Spokojnie Step.Takich trzeba tępić co nie chłopaki?-odpowiedział a cały pokój zaczął wiwatować.
-Okey.Dobra ja muszę spadać.Do wieczora-powiedział po czym wyszedł.
Catina stała niedaleko wejścia do pomieszczenia w którym się znajdowali.Słyszała wszystko co zaplanowali.Była przerażona.Wiedziała,że przez to mogą zniszczyć jego życie,a przynajmniej poważnie mu w nim namieszać.Tata Nico był Brazylijczykiem.Chłopak strasznie lubił grać w piłkę.Była jego pasją.Zawsze reprezentował drużynę szkolną w dodatku jest ładnym chłopakiem przez co podoba się wielu dziewczyną.Jest dość znany w szkolę.Taki typowy popularny przystojny sportowiec,w którym kocha się każda dziewczyna w szkole,taki jakiego możecie znać z tych amerykańskich filmów.Catina nigdy osobiście go nie znała.Nigdy także nie zwracała nadmiernie na niego uwagi.Wolała bowiem skupić się na Hugo.Gdy tylko usłyszała kroki jak najszybciej pobiegła do motoru.Zdążyła stanąć obok niego jak gdyby nigdy nic,tak jakby się stamtąd nie ruszała.
-Przepraszam,że tak długo musiałaś czekać-powiedział gasząc papierosa-wsiadaj.
Po niedługiej jeździe dotarli do jej domu.Powoli zeszła z motoru poprawiając włosy.
-Dziękuje Ci bardzo.Gdyby nie ty musiałabym iść parę kilometrów-powiedziała uśmiechając się.
-Cała przyjemność po mojej stronie -powiedziało-Będziesz jutro w klubie?-uśmiechnął się słodko.
-Nie wiem.Pomyślę jeszcze-powiedziała
-To do zobaczenia-uśmiechnął się słodko.
-Do zobaczenia-opowiedziała.Chłopak wychylił się i pocałował ją w policzek.Kolana się jej ugięły i czuła jak cała się czerwieni.Potem odjechał kiwając jej tylko na pożegnanie,a ona weszła do domu.
Jej rodziców nie było jeszcze w domu.Pobiegła do swojego pokoju rzucając się na łóżko.Całe południe rozmyślała o tym co się dziś stało.Rumieniła się za każdym razem gdy przypomniała sobie jego uśmiech,oczy,usta na jej policzku.Jednak cały czas martwiła ją sprawa z Nico.Nie mogła pozwolić,żeby mu to zrobili.Całe jej piękne wyobrażenie o Hugo pryskało za każdym razem gdy tylko pomyślała o tym.Wiedziała,że Luisa na to stać,ale że Hugo może zrobić takie coś i być kompletnie obojętny na uczucia Nico,tego się nie spodziewała.Sumienie nie pozwoliłoby jej żyć,gdyby nic z tym nie zrobiła.Nie mogła pogadać z Hugo bo wydałaby się,że ich podsłuchiwała.Postanowiła więc,że musi ostrzec Nico.
Nadchodził wieczór,a hiszpańskie słońce powoli zaczęło zachodzić na Barceloną.Jechała na rowerze w poszukiwaniu chłopaka,jednak nie miała bladego pojęcia gdzie on może być.Postanowiła pojechać na jedno z boisk do piłki nożnej licząc,że go tam znajdzie.Nie myliła się.Był sam.Podbijał piłkę na środku murawy.Catina oparła rower o murek trybun i zaczęła iść do niego.
-Cześć-powiedziała wkładając ręce do obszernej bluzy.
-Hej-obrócił się zdziwiony-Co ty tu robisz?-spytał
-Nie wiem czy mnie kojarzysz.Chodzę z tobą do szkoły.Jestem Catina-powiedziała lekko się uśmiechając.
-Kojarzę Cię.Nico jestem,ale nie rozumiem co Cię tu sprowadza-odpowiedział
-Dowiedziałam się przypadkowo o bardzo jak dla mnie głupim i bezmyślnym pomyśle pewnych osób.Chcą Ci jutro podłożyć narkotyki do torby i zgłosić to dyrektorowi-powiedziała
Chłopak popatrzył chwile na nią z szeroko otwartymi oczami,a potem nie dowierzając zaczął się śmiać.
-Kto? Luis i Hugo z tą swoją debilną ekipą?-zapytał
-Nie mogę Ci tego powiedzieć-odpowiedziała zwieszając głowę w dół.
-Co kryjesz tych skurwieli?Koledzy czy jesteś kolejną idiotką zabujaną w Hugo?Pewnie śledziłaś go i podsłuchałaś co?-powiedział kpiąco
-Słucham?-krzyknęła-Niby co ty o mnie wiesz?Takie rzeczy opowiadasz? To ja jadę na tym pieprzonym rowerze przez pół miasta żeby Cię ostrzec a ty mnie o jakieś śledzenie oskarżasz?Wiesz co uważaj na siebie.Cześć-powiedziała i szybkim krokiem opuściła boisko.Wsiadła na rower i wściekła pojechała do domu gdzie czekała już na nią Valeria.Dziewczyna rzuciła rower o werandę i nie witając się z przyjaciółką ostro powiedziała-Wchodź-Valeria szybko weszła za nią i poszły do jej pokoju.Gdy tylko Catina opowiedziała wszystko dziewczynie ta nie mogła w to uwierzyć.
-Ale jak on mógł Cie tak potraktować?Znaczy miał racje z tą zakochaną idiotką i z tym że go śledziłaś,ale no bez przesady w końcu go ostrzegłaś-powiedziała dogłębnie szczera
-Nie jestem w nim zakochana!Najwyżej zauroczona-Valeria przewróciła oczami-a poza tym go nie śledziłam tylko przypadkowo to usłyszałam-ciągnęła-A Nico to totalny zadufany w sobie BUC.Gdybym mogła to sama bym mu chętnie podłożyła coś-powiedziała zbulwersowana.
-Nie przejmuj się -powiedziała Valeria-przynajmniej masz czyste sumienie.Wszystko będzie okey reszta wydarzy się w szkole.Muszę już iść do zobaczenia jutro-przytuliła przyjaciółkę i wyszła.
***
Catina już idąc do szkoły czuła,że ten dzień będzie inny od pozostałych.Zastanawiała się czy Hugo zareaguje na nią jakoś czy jak zwykle minie ją na na korytarzu.Ciekawiło ją jak potoczy się cała akcja związana z Nico i miała wielką nadzieje,że nie spotka dziś tego chłopaka.
Valeria cały dzień siedziała i obserwowała wszystko co się dzieje dookoła informując Catine o każdym najmniejszym szczególe,nawet gdy dziewczyna miała już dość i mało ją to obchodziło,a raczej udawała,że to ją nie obchodzi,bo w środku czuła ciągły niepokój.Hugo tylko uśmiechnął się do niej z daleka,nie przywiązując nawet do tego szczególnej uwagi,lecz dla Catiny i tak był to powód do wielkiej radości.Lekcje mijały jedna po drugiej,zaczęła się długa przerwa, na której wszyscy spotykali się w stołówce.Hugo stał z Luisem,Julią i resztą przy jednym ze stolików,Nico siedział po drugiej stronie z kolegami z drużyny piłkarskiej,jedząc frytki,a Valeria znalazła specjalne miejsce po środku stołówki taki "dobry punkt obserwacyjny" i zawołała do siebie Catine.Usiadły zabierając się za jedzenie gdy nagle do sali wszedł dyrektor.Valeria zastygła z frytką w ustach,a Catine przeszedł skurcz przez całe ciało powodując,że czuła jakby miała zaraz zwymiotować.Dyrektor zmierzał prosto w kierunku Nico.Na twarzy Luisa pojawił się lekki uśmiech wszyscy odwrócili się i podążali wzrokiem za dyrektorem.Nico krótko i prawie niezauważalnie spojrzał na Catine,udawał całkiem zaskoczonego i spokojnego.Jednak to spojrzenie nie było aż tak niezauważalne jak myślał gdyż dostrzegł je Hugo,który także spojrzał na Catine,a to jej wystarczyło,żeby zrobiło się jej całkiem gorąco i czuła jakby miała zaraz zemdleć.On już wiedział,że ona wie i mu powiedziała.Zauważył to jednym,ale jak znaczącym spojrzeniem.Teraz tylko czekał na potwierdzenie jego domyśleń.dyrektor podszedł do Nico.Kazał mu wstać i dać torbę.Nico udając całkowite zaskoczenie dał mu torbę i spytał o co chodzi.Hunt bo tak się nazywał,przeszukał ją dokładnie i nic nie znajdując z zażenowaną i wściekłą miną oddał ją chłopakowi.
-Przepraszam Cię Nicolas.Doszły do mnie pewne plotki i musiałem się upewnić dla bezpieczeństwa innych uczniów,ale wiedz,że nigdy nie zwątpiłem w ciebie Nico-powiedział do chłopaka dotykając jego ramienia i się uśmiechając-A wy powinniście się dobrze zastanowić zanim oskarżycie bezpodstawnie swojego kolegę czy koleżankę-powiedział najgłośniej jak mógł,aby każdy go usłyszał i wyszedł.
Luis stał jak wryty.Nie wiedział jak to się mogło stać.Julia zaczęła dyskutować z pozostałymi,a Hugo stał oparty o ściane i tylko się temu wszystkiemu przypatrywał z kpiącym uśmiechem na twarzy.
Dalsze lekcje zostały odwołane ponieważ w szkole rozgrywał się mecz o mistrzostwo szkół z całego miasta i wszyscy uczniowie szli kibicować swojej szkole,która doszła do finału.Nie oszukując się muszę powiedzieć,że była to duża zasługa Nico.
Gdy wszyscy się schodzili,Catina czekała przy barierce na Valerie,która była w łazience.Było bardzo ciepło i słonecznie choć wiał lekki wiatr,który rozwiewał jej długie,blond loki.Słońce świeciło tak mocno,że musiała mrużyć oczy chociaż miała na sobie okulary przeciwsłoneczne.Stojąc tam nagle zauważyła,że w jej kierunku zbliża się ciągle jeszcze wściekła i zaskoczona grupa znajomych Luisa.Hugo coś do nich powiedział,po czym oni udali się na trybuny,a on szedł prosto do niej.Chciała uciekać.Nie wiedziała jak działać,jaką stronę obrony przyjąć,czy nadal udawać,że o niczym nie miała pojęcia,czy po prostu się przyznać.
Stanął prosto przed nią a odległość dzieląca ich twarze od siebie wynosiła kila centymetrów.
Spojrzał na nią z góry.
-Nie ładnie tak podsłuchiwać i jeszcze zdradzać plany kolegi,który odwozi cię do domu-powiedział przybliżając się jeszcze bardziej.
-Słucham?Nie wiem o czym ty mówisz-powiedziałam spoglądając w dół
-Jesteś pewna?-powiedział po czym nagle został odepchnięty przez Nico.
-Nie za blisko?-spytał
-Ooo nasz piłkarzyk.Jeszcze nie na boisku?-powiedział brunet podchodząc bliżej tym razem do Nico.
-Słuchaj gościu jeszcze jedna taka akcja,a sobie inaczej pogadamy.Co myślisz,że nie wiem,że to wy chcieliście mi to podłożyć?-Nico wcisnął mu białą paczuszkę-w dupę to sobie wsadźcie i zastanówcie się co wy w ogóle odpierdalacie-powiedział wściekły.
-Spokojnie.Nie wiem o czym mówisz my nic nie zrobiliśmy-uśmiechnął się słodko-A z tobą jeszcze sobie pogadam.Do zobaczenia-powiedział po czym wrócił na trybuny.
-Wszystko okey?-spytał z zatroskaną miną.
-Nic nie jest okey-burknęłam-powinieneś wracać na boisko-dodałam i ruszyłam w stronę Valerii,która już czekała na mnie na trybunach i oglądała całą to sytuacje z zaciekawieniem.
-Poczekaj-złapał mnie za rękę
-Tak?-odwróciłam się zniecierpliwiona
-Chciałbym cię przeprosić.Zachowałem się jak totalny idiota,nie powinienem tak na ciebie naskoczyć i oskarżać cię o to wszystko-powiedział
-Masz racje nie powinieneś.Ja nie powinnam...wiesz jakie teraz mogę mieć problemy?-spytałam uświadamiając sobie dopiero co tak na prawdę zrobiłam.
-Nie martw się-podszedł i dotknął mojego ramienia-gdy tylko Hugo zbliży się do ciebie,zadzwoń do mnie.Ja się tym zajmę-powiedział uśmiechając się pocieszająco.
Przez chwile się wahałam,ale postanowiłam wziąć ten numer.Czułam się chociaż trochę bezpieczniej.
Gdy już to zrobiłam Nico wrócił na boisko,a ja powędrowałam do Valerii.Razem zajęłyśmy miejsca na trybunach w samym ich środku.Valeria co chwile radośnie reagowała wraz z innymi uczniami,gdy Nico albo inny zawodnik zbliżali się do bramki przeciwnika,ja jednak w ogóle o tym nie myślałam.Analizowałam całą tą historie,wiedząc,że nie powinnam się w to w ogóle wtrącać.Nico grał sobie w piłkę ze swoją nienaganną reputacją,przy czym 3/4 dziewczyn wzdychało do niego i się nim zachwycało,a mnie groziło prawdziwe niebezpieczeństwo.W ogóle zastanawiałam się jak mogłam to zrobić skoro od roku podkochuje się w Hugo,a gdy ten zwraca na mnie w końcu swoją minimalną uwagę ja postanawiam stać się jego największym wrogiem ratując chłopaka,którego w ogóle nie znam.Modliłam się tylko aby Hugo nie powiedział o tym reszcie jego bandy,co na pewno uczyni bo dlaczego miałby tego nie zrobić.A tego bałam się najbardziej.Mimo tej nieprzyjemnej rozmowy z Hugo pod trybunami patrząc na niego nie odczuwałam aż tak dużego strachu.Ciągle łudząc się,że jest tym wyidealizowanym przeze mnie chłopakiem,który nigdy by mnie nie skrzywdził.Co do jego przyjaciół miałam już inne odczucia zwłaszcza do rozwścieczonego Luisa.
Nie świadomie obejrzałam się za siebie na sąsiadujący sektor i nasze spojrzenia się spotkały. Hugo właśnie zachłannie się we mnie wpatrywał.Czułam jak mój żołądek wywraca się do góry nogami.Miałam ochote zwymiotować.Uśmiechnął się delikatnie,mówiąc mi,że to jeszcze nie koniec gdy nagle tłum zawiwatował a ja odwróciłam się z powrotem patrząc na boisko.
-Jakie emocje co nie? Dawno tak dobrze się nie bawiłam.Jak tak dalej pójdzie z tych cwelów z niepublicznego nic nie zostanie-
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz