piątek, 25 marca 2016



Kolejny letni poranek.Inni dopiero kłądą się spać inni się budzą,miasto zaczyna tętnić życiem.Julia leniwie wstaje obmyślając plan jak urwać się ze szkoły.
Wyciąga kolejne ubranie z szafy nie zastanawiając się ani co założy po czym przeszukuje swoje spodni szukając w nich jakiś drobnych.
Luis wlaśnie klęczy przy dolnej półcę swojego biurka wyrzucając z niej  pokolei swoje wszystkie książki w poszukiwaniu tej zagubionej.
Znalazł chodź tak właściwie pewnie ani jej dziś nie użyje.Schodzi powoli do kuchni ze słuchawkami w uszach.
Hugo stoi na balkonie oparty o balustrade kończąc palić papierosa.Patrzy na coraz bardziej zatłoczone ulice i śmieję się ze zdenerwowanych kierowców ,którzy wykrzykują przekleństwa i trąbią.
-Hogo co ty tam do diabła robisz,zaraz spóźnisz się do szkoły.Śniadanie stoi na stole ! -Krzyczała z kuchni  ciocia Salome.
-Już idę ciociu-zawołał
-Same problemy z tym dzieciakiem-burknęła pod nosem.
Czterdziestopięcioletnia brunetka siedziała w przytulej kuchni przyglądając się swoim podstarzałym meblą popijając swoją ulubioną kawę.Hugo był synem jej młodszej siostry Marii,która zmarła 2 lata  temu.Od tego czasu zamieszkał z nią Hugo.Zawsze prowadziła spokojny tryb życia.Sama w dość dużym mieszkaniu,w centrum Barcelony.Jej dzień polegał na spotkaniach ze znajomymi,spacerowaniu po mieście,krzątania się po domu.Pracowała w niewielkim sklepie z ubraniami.Lubiła te pracę mogła poznawać nowych ludzi i od czasu do czasu poznać jakiegoś przystojego hiszpana.Od czasu kiedy Hugo zamieszkał z nią jej życie diametralnie się zmieniło.Hugo nigdy nie należał do grzecznych i spokojnych dzieci,ale po śmierci Marii stał się jeszcze gorszy.Salome zawsze twierdziła że po śmierci matki się po prostu załamał,zmienił środowisko,szkołe i wpadł w  złe towarzystko.Mimo sporych problemów z nim kochała go i traktowała jak własnego syna.
Wysoki umięśniony brunet o brązowych oczach wszedł do kuchni włożył kanapki do torby i  pocałował ciotkę w policzek na pożegnanie.
-Do zabaczenia po poludniu ciociu-powiedział prawie opuszczając kuchnie
-Czekaj! -nic nie zjesz ?Przecież zrobiłam ci śniadanie-powiedziała trochę poirytowana
-Nie dziękuję,przecież ne mogę się spóźnić-powidział uśmiechając się po czy odwrócił się w stronę wyjścia
-Czekaj!-krzyknęła
Step przewrócił oczami i odwrócił się w stronę Salome-tak ciociu?-spytał grzecznie
-Czym jedziesz?-zapytała
-Motorem.Tak jak jeżdze od kąd tu się przeprowadziłem czyli przez jakieś 2 lata-odpowiedział trochę podirytowany
Salome wiedziała że to pytanie retoryczne,ale wolała wiedzieć jak potencjalnie może zginąć dziś jej siostrzeniec.Zawsze uważała że jazda na motorze jest niebezpieczna a zwłaszcza w wykonaniu Hugo,ale zdążyła się już do tego przyzwyczaić i starać się nie zwracać na to uwagi tylko od czasu do czasu mówiła mu że ma jeździć ostrożniej.
Chłopak strał się jak najszybciej opuścić pomieszczenie.
-Czekaj!-krzyknęła
-Tak ciociu?-spytał trochę piskliwie i spojrzał na nią  błagalnie.
-Uważaj na siebie i nie rób głupstw bo cię kiedyś przez ten balkon wyrzuce-powiedziała
-Dobrze ciociu,ale musze już iść do zobaczenia -powedział po czym wyszedł.
Salome tylko ciążko westchnęła wiedziała że to co powiedziała przeleciało przez niego jak wczorajszy obiad.
-No gdzieś ty był?! ile można czegać? -spytał lekko zdenerwowany Luis.
Siedział na motorze z Julią przed domem Salome.Miał na sobie ciemne okulary i biały podkoszulek.Włosy Julii lekko powiewały na wietrze co jeszcze bardziej dodawało jej uroku.
Hugo miał ochotę jej powidzieć e wygląda ślicznie,ale się powstrzymał jak tylko zobaczył Luisa.
Podszedł do nich i przywitał się.
-Ciotka znowu robiła przesłuchanie-powiedział po czym podszedł do swojego czarnego motoru.
-Co dziś robimy zapytała zza Luisa Julia.
-nie wiem coś się wymyśli-odpowiedział  Luis a Hugo sie tylko uśmichnął .
-Dobra jedziemy -dodał po chwili uruchamiając swoj motor po czym wszyscy 3 ruszyli omijając sprawnie samochody.    

Catina siedziała z Valerią na jednej z ławek,które znajdowały się w parku przed szkołą. Valeria zawzięcie odpisywała ostatnie zadania domowe,żeby tylko zdążyć przed dzwonkiem
natomiast Catina oparta łokciami o ławkę przyglądała się  idącej młodzieży w jakby kogoś szukała.Nagle usłyszała warkot silnika motorów,które właśnie podjechały pod szkołę.
-Catina!-Valeria kopnęła dziewczyne pod ławką
-Auć-dziewczyna dotkneła bolącego miejsca sycząc z bólu-przecież ja nic nie robie-dodała
-Oczywiście-Valeria odpowiedziała ironicznie nie przerywając pisania
Catina natomiast zpowrotem obruciła się w stronę parkingu.Julia zeszła z motoru przeczesując ręką włosy oparła się o niego i zaczęła szukać czegoś w torbie.Luis podszedł do grupki innych uczniów witając się z nimi poczym zwrócił się  w stronę Julii.Hugo stał natomiast oparty o motor rozglądając się do okoła i lekko uśmiechając.Był taki piękny tak idealnie nieidealny.Słońce odbijało się w jego ciemnych okularach Biała koszulka podkreślała jego umięśniony brzuch i ramiona,dołeczki w policzkach dodawały uroku.
Valeria zamkęła zeszyt i spojrzała na Catine dziewczyna siedziała rozmarzona obok niej kompletnie wyłączając się z rzeczywistości.W końcu postanowiła nadobre przywrócić ją do żywych.
-Catina wiem że ci się podoba-zaczęła-ale ty się załkiem od niego różnisz
Dziewczyna obróciła się w stronę przyjaciółki
-Ale przecież przeciwięstwa się przyciągają-odpowiedziała lekko się uśmiechając
-Catina przeciwieństwa ?!-prawie krzyknęła-przecież wy jesteście jak dwie oddalone od siebie o milion kilometrów planety.Ty nie palisz,nie pijesz, nie bierzesz.Jesteś jedną z najlepszych uczennic w szkole,księżniczką tatusia,a on ?Uzależniony od wszystkiego,kradnie,wdaję się w bijatyki,ledwo zdaje do następnej klasy,dla niego nie liczy się nikt i nic..no może oprócz Julii-powiedziała spoglądając na przyjaciółke
-Julii? -spytała zdziwiona
-Nie mów,że nie widzisz tego że Julia podoba się Hugo-zapytała wiedząc że rani przyjaciółkę,ale robiła to tylko dla jej dobra
Nagle zadzwonił dzonek.Catina nie zdążyła nawet odpowiedzieć właśnie zdała sobie sprawę co tak naprawdę powiedziała do  niej Valeria.Siadziała tylko i patrzyła się na przyjaciółkę.
-Idziesz ?-spytała Valeria
-tak,tak już idę-odpowiedziała cicho

****
Wszyscy uczniowie siedzieli na swoich wyznaczonych miejscach a pani Wilson odpytywała jakąś uczennice,która resztkami swojej wiedzy i próbami odczytania migów swojej przyjacióki starała się odpowiedzieć na zadane pytania ze średnim powodzeniem.Dzień jak dzień ładny i słoneczny.Ptaki śpiewały za oknami,słońce oślepiało niektórych uczniów,zapach miasta wpadał przez otwarte okna klasy.Nic nie wskazywało na to,że coś dzisiaj się zmieni,że coś nowego się zacznie.Julia siedziała w środkowym rzędzie dwie ławki przed Catiną,która znudzona odliczała minuty do końca lekcji,po której miała uciec z Luisem i Hugo.Była na głodzie i musiała szybko coś sobie wstrzyknąć w żyłę dlatego wiedziała gdzie pojadą.Mieli swoją małą kryjówkę,swój dom,azyl co dla innych było zwykłą opuszczoną meliną gdzieś w jednej z uliczek Barcelony.Miała podkrążone i nie wyraźne oczy,ale nadal wyglądała na piękną i atrakcyjną dziewczynę.Nigdy nie należała do grzecznych,ciągle były z nią jakieś problemy. Tu coś ukradła,tu pobiła jakąś dziewczynę,tu znowu przesadziła z imprezowaniem.Czy to jej wina ? Nie miała łatwo w domu.Ojca nigdy nie miała.Wychowywała ją matka,która zaszła z nią w ciąże w wieku 18 lat.Był też ojczym,który,pracował w innej części Hiszpanii a kiedy wracał do domu ciągle chodził pijany i wyżywał się na Julii.Dlatego miała Luisa,z którym była już jakiś czas.Kochała go,tak przy najmiej myślała.Był też  Hugo jej najlepszy przyjaciel,z którym parę razy była bliżej,ale tak naprawdę nigdy między nimi nic się nie wydarzyło.Ubrana w luźną bokserkę, podziurawione rajstopy i dżinsowe spodenki.Włosy brązowe mocno pocieniowane i lekko poczochrane.Zawsze była śmiała i lubiana przez chłopaków,z którymi przeżywała jednorazową przygodę,nawet kiedy była w  związku z Luisem,który też przecież nie był święty.Trochę toksyczna miłość,ale miłość bez której byłoby ciężko.Tyle można było o tym powiedzieć.
Catina chyba pierwszy raz nie słuchała tego co było na lekcji,choć tak na prawdę nie musiała bo i tak wszystko wiedziała.Myślami była całkowicie gdzie indziej.Oparta o ławkę wpatrywała się w Julie myśląc o tym co powiedziała jej dziś Valeria.Tak prawdę mówiąc miała całkowitą rację.Nidy nie pasowała do niego i nie myślała,że kiedykolwiek mogłaby pasować.On szukał dziewczyny w stylu Julii i tak na prawdę chyba dawno wiedziała,że on coś czuje do niej,ale nie dopuszczała tej wiadomości do siebie.Zresztą on co wieczór miał inną dziewczynę więc czy byłby sens.Ale on był.Był w jej  cholernej głowie. Był tam i nic nie mogła z tym zrobić.Nie mogła się nie uśmiechać,kiedy on przechodził o bok i wierzyć,że ją zobaczył choć tak naprawdę ani przez chwilę nie poświęcił jej swojej uwagi.Nie mogła nic zrobić z tym że nogi jej się uginały,za każdym razem gdy on się uśmiechnął,nie mogła być obojętna widząc go bo wiedziała,że kocha każdą jego część.I chodz wiedziała,że to tylko jej chora wyobraźnia i jej chore marzenia,które nie mają sensu bo nigdy się nie spełnią a ona powinna uczyć się do testu z chemii zamiast opierać się na łokciach i wyobrażać sobie jak mogło by być pięknie,ale nie mogła i nic na to nie poradzi.Bo nie można udawać,że nie ma czegoś co się pragnię całym swoim sercem,ciałem i myślami.Szczerze mówiąc to porównując ją do Julii można by pomyśleć że tak sie od siebie różnią,że to aż nie możliwe,ale jednak może coś je łączyło.Może ta sama miłość bo nie wiarygodne by było że Julia nic nie czuje do Hugo.Julia czując że ma czyiś wzrok na plecach śmiało się odwróciła i spojrzała na Catinę.Ta zmieszana szybko odwróciła wzrok a Julia tylko uśmiechnęła się pod nosem.Zadzwonił dzwonek.Julia prawie wybiegła z klasy.Catina zaczeła się   pakować powoli wkładając książkę po książce do torby.Valeria podeszła do niej poczym razem rozmawiając o czymś opuściły klasę.Catina tylko obawiała się tego co pomyśłała sobie Julia gdy przyłapała ją na tym że patrzy się na nią,ale po chwili namysłu stwierdziła,że znając ją to i tak o tym niedługo zapomni.
Julia  i Luis stali już na parkingu przytulająć się i czekająć na Hugo.
-Mówie ci jakie jaja były na chemii-zaczął Luis-Nauczycielka zaczęła odpytywać Hugo,a ten jak zwykle zaczął ją bajerować chorą ciotką i uśmiechał się mrugając do niej,a ta jak zwykle uwierzyła i odpuściła mu.Mówie ci też bym chciał mieć taki urok osobisty-zażartował
-Ale przecież ty masz taki urok,przynajmiej na mnie działa-powiedziała po czym pocałowała chłopaka uwieszając mu się na szyję.
-Witam was moje gołąbeczki-zawołał Brunet uśmiechając się
-O jesteś cwaniaku -zaczępił go Luis
-Ma się to coś -zażartował -Ja jednak teraz nie idę z wami-powiedział
-Czemu? -spytała Julia która usadowiła się już na motorze Luisa.
-Została mi tylko  jedna lekcja bo nie ma baby od polskiego została mi tylko matematyka a tyle jeszcze wytrzymam.Jedzcie ja dojade potem do was-powiedział
-Od kiedy ty jesteś takim pilnym uczniem?-zażartował Luis poczym też wsiadł na motor
-Musze iść bo na nią  nie działa już tak mój urok,a niedługo koniec roku -zaśmiał się
-Okej,ale potem przyjedz bo musze ci powiedzieć o czymś co wymyśliłem na chemii-powiedział Luis poczym wraz z dziewczyną odjechał.
Kolejny genialny plan tego debila-pomyślał.
Matma ciągnęła się w nieskończoność.Myślał o niej. Wtedy gdy na parkingu zobaczył ich całujących się wcale nie było mu do śmiechu.Czuł się okropnie.Wiedział,że nie powinien zakochiwać się w Julii,że nie powinien ani myśleć o niej.Przecież była dziewczyną jego najlepszego kumpla a ona była jego najlepszą przyjaciółką.Jednak nie mógł bo nie można udawać,że nie ma czegoś co się pragnię całym swoim sercem,ciałem i myślami.Gdy patrzył w jej Zielone oczy rozpływał się,gdy się uśmiechała on się uśmiechał,gdy płakała on  płakał.Czy ludzie zawsze muszą zakochiwać się w nieodpowiednich osobach ?Miał wiele dziewczyn,każdą na jedną noc.Wiedział,że gdy idze ulicą,czy korytarzem jest marzeniem,każdej dziewczyny.To dawało mu tylko satyswakcje,ale nic po za tym.To przy niej czuł się spokojny,to ona dawała mu szczęście,ale zarazem je odbierała.

***
Catina stała przed szkołą nie wiedząc co robić.Jej także odpadło kilka lekcji.Valeria pojecheła z mamą prosto na zakupy,autobus miała dobiero za dwie godziny a jej rodzice byli w pracy.Pozostało jej siedzieć dwie gługie godziny na gorącym przystanku lub iść pieszo.Wybrała te drugą opcję.Ruszyła w zdłuż jednej z ulic.Jej dom był dość daleko od jej szkoły,więc wiedziała że lekko nie będzie.Szła chodnikiem mijając jakiś przypadkowych przechodniów.Nagle usłyszała za sobą znajomy głos silnika motoru.Wzdrygła lekko gdy zobaczyła że motor zbliża się do niej i coraz bardziej zwalnia.To niemożliwe-pomyslała.Poczym odwróciła głowe w stronę jezdni.A jednak  na motorze siedział umięśniony Brunet.
Czy ja snię? Jeżeli tak to nie szczypać mnie ! -pomyślała.
-Czemu taka ładna dziewczyna,w taki upał idzie sama taki kawał do domu?-spytał uśmiechnięty spoglądając na nią
-Brak jakiej kolwiek komunikacji drogowej w stronę mojego domu.Został mi tylko marsz -powiedziała a jej serce waliło jak oszalałe
-Są jeszcze dobrzy znajomi ze szkoły jeżdzący na motorach-zażartował-wsiadaj-powiedział
Catina spojrzała na chłopaka a jej oczy miały rozmiar trzy razy większy niż zwykle.
-Ja?-zaczeła dukać-ale,ale ja nigdy nie jechałam na moto.. -nie dokończyła
-Ja też nie-zaśmiał się-wsiadaj przecież nic ci się nie stanie
Oczywiste było to,że uległa.Wsiadła by na  ten cholerny motor chociaż by wiedziała że za chwilę ma zginąć.
Strasznie się bała,a on dobrze  o tym wiedział,przez co jechał jeszcze szybciej.Nie chciała go obejmować bo byłoby to trochę dla niej dziwne,ale jemu tylko o to chodziło.W końcu gdy z dużą prędkością minął kolejny samochód,objęła go.Jej organizm wariował.Nie wiedziała czy to kolejne jej marzenie,czy to naprawdę się dzieje.Nie chciała,żeby się zatrzymywał.Odliczała centymetry dzielące ich od jej domu.Wiedziała,że gdy tylko się zatrzymią powinna po prostu zejść z tego motoru podziękować za podwiezienie i żyć dalej jakby to nigdy się nie wydarzyło.Powinna.Niestety,wiadome było,że przez kolejny tydzień będzie przypominać sobie każdą sekundę,każdy,ruch,każdy gest ,analizować każde słowo,aż w końcu przyjdzie ta brudna prawda,która oznajmi jej,że dla niego nic to nie znaczyło i już dawno o niej zapomniał.Jednak dziewczyny nie są mądrymi organizmami pod tym względem i lubią z tego powodu cierpieć.Kąpią się w tym bólu jakby to było im do czegoś potrzebne.
Przez chwile się zaniepokoiła gdyż uświadomiła sobie,że droga,którą jadą wcale nie prowadzi do jej domu.Wjechali w boczną uliczkę i zatrzymali się przed wejściem do niezbyt zadbanego domu.
-Poczekaj na mnie chwile.Muszę coś tylko załatwić i zaraz wracam-powiedział zanim nawet zdążyła się zapytać co tu robią.Pokiwała tylko głową,a on wszedł do pomieszczenia.
Postanowiła poczekać na motorze,jednak jej ciekawość ją przerosła i podeszła bliżej wejścia do budynku.
-Ooo któż to się pojawił!-zaśmiał się Luis.Oprócz niego i Julii,która leżała na starej skórzanej kanapie z głową na jego kolanach w pomieszczeniu było jeszcze paru innych ich znajomych.Jedni siedzieli na ziemi,drudzy  na fotelach jeszcze inni próbowali znaleźć miejsce na kanapie.Wszyscy na lekkim haju,a na stole pozostały ślady białego proszku.
-Dobra Luis gadaj jaki jest twój kolejny genialny pomysł bo nie mam czasu-powiedział zabierając od Julii jedną paczuszkę białego proszku i chowając ją do kieszeni.Wyciągnął papierosa z kieszeni i zapalił go.
-Mam dość tego cwela Nico.Gościu myśli,że jest wielką gwiazdą szkoły czy co?Bogaty synuś mamusi.Czas go trochę udupić.Słuchaj podłożymy mu do torby dragi i napiszemy anomima do dyrektora,że widzieliśmy jak bierze-powiedział  aż wstając z ekscytacji.Hugo wypuścił dym z ust i zaczął się śmiać.
-Hahaha dobre.Wiedzę,że akcja zaplanowana,ale nie uważasz,że to może być lekka przesada?-powiedział patrząc na chłopaka.
-Spokojnie Step.Takich trzeba tępić co nie chłopaki?-odpowiedział a cały pokój zaczął wiwatować.
-Okey.Dobra ja muszę spadać.Do wieczora-powiedział po czym wyszedł.
Catina stała niedaleko wejścia do pomieszczenia w którym się znajdowali.Słyszała wszystko co zaplanowali.Była przerażona.Wiedziała,że przez to mogą zniszczyć jego życie,a przynajmniej poważnie mu w nim namieszać.Tata Nico był Brazylijczykiem.Chłopak strasznie lubił grać w piłkę.Była jego pasją.Zawsze reprezentował drużynę szkolną w dodatku jest ładnym chłopakiem przez co podoba się wielu dziewczyną.Jest dość znany w szkolę.Taki typowy popularny przystojny sportowiec,w którym kocha się każda dziewczyna w szkole,taki jakiego możecie znać z tych amerykańskich filmów.Catina nigdy osobiście go nie znała.Nigdy także nie zwracała nadmiernie na niego uwagi.Wolała bowiem skupić się na Hugo.Gdy tylko usłyszała kroki jak najszybciej pobiegła do motoru.Zdążyła stanąć obok niego jak gdyby nigdy nic,tak jakby się stamtąd nie ruszała.
-Przepraszam,że tak długo musiałaś czekać-powiedział gasząc papierosa-wsiadaj.
Po niedługiej jeździe dotarli do jej domu.Powoli zeszła z motoru poprawiając włosy.
-Dziękuje Ci bardzo.Gdyby nie ty musiałabym iść parę kilometrów-powiedziała uśmiechając się.
-Cała przyjemność po mojej stronie -powiedziało-Będziesz jutro w klubie?-uśmiechnął się słodko.
-Nie wiem.Pomyślę jeszcze-powiedziała
-To do zobaczenia-uśmiechnął się słodko.
-Do zobaczenia-opowiedziała.Chłopak wychylił się i pocałował ją w policzek.Kolana się jej ugięły i czuła jak cała się czerwieni.Potem odjechał kiwając jej tylko na pożegnanie,a ona weszła do domu.
Jej rodziców nie było jeszcze w domu.Pobiegła do swojego pokoju rzucając się na łóżko.Całe południe rozmyślała o tym co się dziś stało.Rumieniła się za każdym razem gdy przypomniała sobie jego uśmiech,oczy,usta na jej policzku.Jednak cały czas martwiła ją sprawa z Nico.Nie mogła pozwolić,żeby mu to zrobili.Całe jej piękne wyobrażenie o Hugo pryskało za każdym razem gdy tylko pomyślała o tym.Wiedziała,że Luisa na to stać,ale że Hugo może zrobić takie coś i być kompletnie obojętny na uczucia Nico,tego się nie spodziewała.Sumienie nie pozwoliłoby jej żyć,gdyby nic z tym nie zrobiła.Nie mogła pogadać z Hugo bo wydałaby się,że ich podsłuchiwała.Postanowiła więc,że musi ostrzec Nico.
Nadchodził wieczór,a hiszpańskie słońce powoli zaczęło zachodzić na Barceloną.Jechała na rowerze w poszukiwaniu chłopaka,jednak nie miała bladego pojęcia gdzie on może być.Postanowiła pojechać na jedno z boisk do piłki nożnej licząc,że go tam znajdzie.Nie myliła się.Był sam.Podbijał piłkę na środku murawy.Catina oparła rower o murek trybun i zaczęła iść do niego.
-Cześć-powiedziała wkładając ręce do obszernej bluzy.
-Hej-obrócił się zdziwiony-Co ty tu robisz?-spytał
-Nie wiem czy mnie kojarzysz.Chodzę z tobą do szkoły.Jestem Catina-powiedziała lekko się uśmiechając.
-Kojarzę Cię.Nico jestem,ale nie rozumiem co Cię tu sprowadza-odpowiedział
-Dowiedziałam się przypadkowo o bardzo jak dla mnie głupim i bezmyślnym pomyśle pewnych osób.Chcą Ci jutro podłożyć narkotyki do torby i zgłosić to dyrektorowi-powiedziała
Chłopak popatrzył chwile na nią z szeroko otwartymi oczami,a potem nie dowierzając zaczął się śmiać.
-Kto? Luis i Hugo z tą swoją debilną ekipą?-zapytał
-Nie mogę Ci tego powiedzieć-odpowiedziała zwieszając głowę w dół.
-Co kryjesz tych skurwieli?Koledzy czy jesteś kolejną idiotką zabujaną w Hugo?Pewnie śledziłaś go i podsłuchałaś co?-powiedział kpiąco
-Słucham?-krzyknęła-Niby co ty o mnie wiesz?Takie rzeczy opowiadasz? To ja jadę na tym pieprzonym rowerze przez pół miasta żeby Cię ostrzec a ty mnie o jakieś śledzenie oskarżasz?Wiesz co uważaj na siebie.Cześć-powiedziała i szybkim krokiem opuściła boisko.Wsiadła na rower i wściekła pojechała do domu gdzie czekała już na nią Valeria.Dziewczyna rzuciła rower o werandę i nie witając się z przyjaciółką ostro powiedziała-Wchodź-Valeria szybko weszła za nią i poszły do jej pokoju.Gdy tylko Catina opowiedziała wszystko dziewczynie ta  nie mogła w to uwierzyć.
-Ale jak on mógł Cie tak potraktować?Znaczy miał racje  z tą zakochaną idiotką i z tym że go śledziłaś,ale no bez przesady w końcu go ostrzegłaś-powiedziała dogłębnie szczera
-Nie jestem w nim zakochana!Najwyżej zauroczona-Valeria przewróciła oczami-a poza tym go nie śledziłam tylko przypadkowo to usłyszałam-ciągnęła-A Nico to totalny zadufany w sobie BUC.Gdybym mogła to sama bym mu chętnie podłożyła coś-powiedziała zbulwersowana.
-Nie przejmuj się -powiedziała Valeria-przynajmniej masz czyste sumienie.Wszystko będzie okey reszta wydarzy się w szkole.Muszę już iść do zobaczenia jutro-przytuliła przyjaciółkę i wyszła.
***
Catina już idąc do szkoły czuła,że ten dzień będzie inny od pozostałych.Zastanawiała się czy Hugo zareaguje na nią jakoś czy jak zwykle minie ją na na korytarzu.Ciekawiło ją jak potoczy się cała akcja związana z Nico i miała wielką nadzieje,że nie spotka dziś tego chłopaka.
Valeria cały dzień siedziała i obserwowała wszystko co się dzieje dookoła informując Catine o każdym najmniejszym szczególe,nawet gdy dziewczyna miała już dość i mało ją to obchodziło,a raczej udawała,że to ją nie obchodzi,bo w środku czuła ciągły niepokój.Hugo tylko uśmiechnął się do niej z daleka,nie przywiązując nawet do tego szczególnej uwagi,lecz dla Catiny i tak był to powód do wielkiej radości.Lekcje mijały jedna po drugiej,zaczęła się długa przerwa, na której wszyscy spotykali się w stołówce.Hugo stał z Luisem,Julią i resztą przy jednym ze stolików,Nico siedział po drugiej stronie z kolegami z drużyny piłkarskiej,jedząc frytki,a Valeria znalazła specjalne miejsce po środku stołówki taki "dobry punkt obserwacyjny" i zawołała do siebie Catine.Usiadły zabierając się za jedzenie gdy nagle do sali wszedł  dyrektor.Valeria zastygła z frytką w ustach,a Catine przeszedł skurcz przez całe ciało powodując,że czuła jakby miała zaraz zwymiotować.Dyrektor zmierzał prosto w kierunku Nico.Na twarzy Luisa pojawił się lekki uśmiech wszyscy odwrócili się i podążali wzrokiem za dyrektorem.Nico krótko i  prawie niezauważalnie spojrzał na Catine,udawał całkiem zaskoczonego i spokojnego.Jednak to spojrzenie nie było aż tak niezauważalne jak myślał gdyż dostrzegł je Hugo,który także spojrzał na Catine,a to jej wystarczyło,żeby zrobiło się jej całkiem gorąco i czuła jakby miała zaraz zemdleć.On już wiedział,że ona wie i mu powiedziała.Zauważył to jednym,ale jak znaczącym spojrzeniem.Teraz tylko czekał na potwierdzenie jego domyśleń.dyrektor podszedł do Nico.Kazał mu wstać i dać torbę.Nico udając całkowite zaskoczenie dał mu torbę  i spytał o co chodzi.Hunt bo tak się nazywał,przeszukał ją dokładnie i nic nie znajdując z zażenowaną i wściekłą miną oddał ją chłopakowi.
-Przepraszam Cię Nicolas.Doszły do mnie pewne plotki i musiałem się upewnić dla bezpieczeństwa innych uczniów,ale wiedz,że nigdy nie zwątpiłem w ciebie Nico-powiedział do chłopaka dotykając jego ramienia i się uśmiechając-A wy powinniście się dobrze zastanowić zanim oskarżycie bezpodstawnie swojego kolegę czy koleżankę-powiedział najgłośniej jak mógł,aby każdy go usłyszał i wyszedł.
Luis stał jak wryty.Nie wiedział jak to się mogło stać.Julia zaczęła dyskutować z pozostałymi,a Hugo stał oparty o ściane i tylko się temu wszystkiemu przypatrywał z kpiącym uśmiechem na twarzy.

Dalsze lekcje zostały odwołane ponieważ w szkole rozgrywał się mecz o mistrzostwo szkół z całego miasta i wszyscy uczniowie szli kibicować swojej szkole,która doszła do finału.Nie oszukując się muszę powiedzieć,że była to duża zasługa Nico.
Gdy wszyscy się schodzili,Catina czekała przy barierce na Valerie,która była w łazience.Było bardzo ciepło i słonecznie choć wiał lekki wiatr,który rozwiewał jej długie,blond loki.Słońce świeciło tak mocno,że musiała mrużyć oczy chociaż miała na sobie okulary przeciwsłoneczne.Stojąc tam nagle zauważyła,że w jej kierunku zbliża się ciągle jeszcze wściekła i zaskoczona grupa znajomych Luisa.Hugo coś do nich powiedział,po czym oni udali się na trybuny,a on szedł prosto do niej.Chciała uciekać.Nie wiedziała jak działać,jaką stronę obrony przyjąć,czy nadal udawać,że o niczym nie miała pojęcia,czy po prostu się przyznać.
Stanął prosto przed nią a odległość dzieląca ich twarze od siebie wynosiła kila centymetrów.
Spojrzał na nią z góry.
-Nie ładnie tak podsłuchiwać i jeszcze zdradzać plany kolegi,który odwozi cię do domu-powiedział przybliżając się jeszcze bardziej.
-Słucham?Nie wiem o czym ty mówisz-powiedziałam spoglądając w dół
-Jesteś pewna?-powiedział po czym nagle został odepchnięty przez Nico.
-Nie za blisko?-spytał
-Ooo nasz piłkarzyk.Jeszcze nie na boisku?-powiedział brunet podchodząc bliżej tym razem do Nico.
-Słuchaj gościu jeszcze jedna taka akcja,a sobie inaczej pogadamy.Co myślisz,że nie wiem,że to wy chcieliście mi to podłożyć?-Nico wcisnął mu białą paczuszkę-w dupę to sobie wsadźcie i zastanówcie się co wy w ogóle odpierdalacie-powiedział wściekły.
-Spokojnie.Nie wiem o czym mówisz my nic nie zrobiliśmy-uśmiechnął się słodko-A z tobą jeszcze sobie pogadam.Do zobaczenia-powiedział po czym wrócił na trybuny.
-Wszystko okey?-spytał z zatroskaną miną.
-Nic nie jest okey-burknęłam-powinieneś wracać na boisko-dodałam i ruszyłam w stronę Valerii,która już czekała na mnie na trybunach i oglądała całą to sytuacje z zaciekawieniem.
-Poczekaj-złapał mnie za rękę
-Tak?-odwróciłam się zniecierpliwiona
-Chciałbym cię przeprosić.Zachowałem się jak totalny idiota,nie powinienem tak na ciebie naskoczyć i oskarżać cię o to wszystko-powiedział
-Masz racje nie powinieneś.Ja nie powinnam...wiesz jakie teraz mogę mieć problemy?-spytałam uświadamiając sobie dopiero co tak na prawdę zrobiłam.
-Nie martw się-podszedł i dotknął mojego ramienia-gdy tylko Hugo zbliży się do ciebie,zadzwoń do mnie.Ja się tym zajmę-powiedział uśmiechając się pocieszająco.
Przez chwile się wahałam,ale postanowiłam wziąć ten numer.Czułam się chociaż trochę bezpieczniej.
Gdy już to zrobiłam Nico wrócił na boisko,a ja powędrowałam do Valerii.Razem zajęłyśmy miejsca na trybunach w samym ich środku.Valeria co chwile radośnie reagowała wraz  z innymi uczniami,gdy Nico albo inny zawodnik zbliżali się do bramki przeciwnika,ja jednak  w ogóle o tym nie myślałam.Analizowałam całą tą historie,wiedząc,że nie powinnam się w to w ogóle wtrącać.Nico grał sobie w piłkę ze swoją nienaganną reputacją,przy czym 3/4 dziewczyn wzdychało do niego i się nim zachwycało,a  mnie groziło prawdziwe niebezpieczeństwo.W ogóle zastanawiałam się jak mogłam to zrobić skoro od roku podkochuje się w Hugo,a gdy ten zwraca na mnie w końcu swoją minimalną uwagę ja postanawiam stać się jego największym wrogiem ratując chłopaka,którego w ogóle nie znam.Modliłam się tylko aby Hugo nie powiedział o tym reszcie jego bandy,co na pewno uczyni bo dlaczego miałby tego nie zrobić.A tego bałam się najbardziej.Mimo tej nieprzyjemnej rozmowy z Hugo pod trybunami patrząc na niego nie odczuwałam aż tak dużego strachu.Ciągle łudząc się,że jest tym wyidealizowanym przeze mnie chłopakiem,który nigdy by mnie nie skrzywdził.Co do jego przyjaciół miałam już inne odczucia zwłaszcza do rozwścieczonego Luisa.
Nie świadomie obejrzałam się za siebie na sąsiadujący sektor i nasze spojrzenia się spotkały. Hugo właśnie zachłannie się we mnie wpatrywał.Czułam jak mój żołądek wywraca się do góry nogami.Miałam ochote zwymiotować.Uśmiechnął się delikatnie,mówiąc mi,że to jeszcze nie koniec gdy nagle tłum zawiwatował a ja odwróciłam się z powrotem patrząc na boisko.
-Jakie emocje co nie? Dawno tak dobrze się nie bawiłam.Jak tak dalej pójdzie z tych cwelów z niepublicznego nic nie zostanie-


piątek, 22 marca 2013

Marina-6


"Nigdy nie bój się zrobić  następny krok,

to może zmienić wszystko."


24.04.2013 rok..
 http://www.youtube.com/watch?v=8jLTcsTenl4


Chociaż był dopiero koniec kwietnia,pogoda w dzień była wspaniała.Świeciło słońce,Temperatura była wysoko na plusie,wszyscy mieli świetne humory.Zegar pokazywał 19:00.Właśnie siedziałam na krześle ze skrzyżowanymi nogami w kuchni jedząc kolacje i przeglądając gazetę.Był sobotni wieczór dlatego Tom,Agata i Weronika poszli się rozerwać do jakiegoś z berlińskich klubów.Ja natomiast byłam zbyt leniwa,a zwłaszcza dzisiaj,żeby gdziekolwiek iść.Wolałam siedzieć w dżinsach,za dużej bluzce i luźnym koczku zajadając się tuczącą kanapką z majonezem i czytać kolejny fascynujący artykuł o jakiejś sławnej gwieździe.Kiedy brałam do ust kolejny gryz kanapki do drzwi zadzwonił dzwonek.Odłożyłam gazetę,wyprostowałam nogi i poszłam otworzyć drzwi.Gdy zobaczyłam,kto stoi po drugiej stronie zamarłam.
Stałam tam z pełną buzią starając się połknąć kawałek.
Luis się lekko uśmiechnął  i przywitał.
-Cześć.Mam nadzieje,że mnie jeszcze pamiętasz-powiedział
Spojrzałam na niego głupkowato.Jak On mógł w ogóle pomyśleć,że mogę go nie pamiętać?!
Zignorowałam to i zaczęłam mówić dalej.
-Fajnie Cię znów widzieć-powiedziałam.
-Przecież ci obiecałem,że się jeszcze zobaczymy-powiedział po raz kolejny się uśmiechając.
-No tak - także się uśmiechnęłam-proszę,wejdź do środka-dodałam
-Mam lepszy pomysł chodź ze mną!-powiedział po czym złapał moją rękę i pociągnął ją w  stronę wyjścia
-Dobrze,aby tylko coś zarzucę na siebie-na chwile puścił moją rękę a ja wzięłam pierwszą lepszą bluzę wiszącą w szafie,która stała naprzeciwko drzwi.Po chwili stałam już przed domem zakluczając drzwi. Obróciłam się w jego stronę i zobaczyłam go siedzącego na motorze.Pomyślałam sobie,że on chyba sobie żartuje,przecież ja nigdy nie siedziałam na motorze,a co dopiero jechać nim.
-Ani o tym nie myśl-powiedziałam do niego podchodząc bliżej
W odpowiedzi dostałam tylko szeroki uśmiech.
-Mówię poważnie.Nie wsiądę,boje się-dodałam
-Spokojnie,ze mną nic ci się nie stanie-powiedział chwytając mnie za rękę
-Ale ja naprawdę...
-Wsiadaj i nie marudź-powiedział pociągając mnie w stronę motoru.
Usiadłam za nim,nie bardzo wiedząc czego mam się złapać.
-Złap się mnie-powiedział uśmiechając się
Objęłam go w pasie.Odpalił motor i ruszył.Lubiłam patrzeć na uciekające białe linie na ulicy,albo szybko przemijające lampy.Oparłam głowę o jego plecy,cieszyłam się,że znowu mogę poczuć przyjemny wiatr na twarzy,usłyszeć warkot silnika,zapomnieć o wszystkim i po prostu jechać.Tak "znowu".Dobra przyznaję się kłamałam z tym,że nigdy nie jechałam motorem.Jechałam i to nie raz,ale wole nie wracać do tamtych wspomnień.Zacisnęłam mocno oczy,żeby uchronić się przed napływającymi do nich łzami.
Po 20 minutach znaleźliśmy się na ogromnym moście,z którego było widać całe oświetlone miasto.
-Jej,jak tu pięknie-powiedziałam opierając się o mur oddzielający most od wody.
-To jedno z moich ulubionych miejsc w Berlinie zwłaszcza jeśli muszę o czymś pomyśleć-powiedział wpatrując się w setki świateł.
-Pomyśleć o czym?-spytałam patrząc na niego.
Przeniósł wzrok na mnie i odpowiedział.
-Na przykład o tym czy powinien cię tu zabrać-zaśmiał się-Jeszcze nikogo tu nie zabrałem.
-Czuje się wyjątkowa-także się zaśmiałam
-Bo taka jesteś-powiedział patrząc na mnie tymi pięknymi oczami tym razem bardziej poważnie.
-A ty natomiast jesteś bardzo tajemniczy-powiedziałam
-Nie wiem,czy chciałabyś wiedzieć niektóre rzeczy o mnie-powiedział już całkowicie poważnie tym razem już nie patrząc w moją stronę.
-Jednak chybabym ciała.Tak właściwie stoję obok obcego chłopaka-powiedziałam.
-Obcego?Mama cię nie uczyła,że nie rozmawia się z nieznajomymi?-zapytał śmiejąc się.
-Uczyła...-odpowiedziałam
-Czyli jednak nie mogę być dla ciebie tylko obcym chłopakiem-popatrzył na mnie
-Możesz,znaczy nie możesz,znaczy.. znowu unikasz tematu-wydukałam w końcu
-Wcale go nie unikam-powiedział-ty po prostu się we mnie zakochałaś,dlatego tu zemną przyjechałaś-uśmiechnął się szeroko.
Czułam jak moją twarz oblewa purpura.Cała się speszyłam po czym uderzyłam go w ramie.
-Ała..-jęknął łapiąc się za nie
-Głupi jesteś-powiedziałam mrużąc złowieszczo oczy
-Ja?Ale ja tylko mówię prawdę-powiedział niewinnie.
-Tak? To skoro ja jestem w tobie zakochana to czemu TY przyjechałeś dziś do mnie?-spojrzałam na niego pytająco
-Bo lubię patrzeć jak się rumienisz kiedy patrze na ciebie-znowu oberwał w ramię tym razem mocniej-Kurwa jaką ty masz siłę-powiedział jeszcze mocniej łapiąc się za nie
-Uważaj bo mogę jeszcze mocniej-powiedziałam z grożącą miną
-Dobrze już nic nie mówię-uśmiechnął się-ale wracając do mnie to jeśli tak bardzo chcesz wiedzieć mam na imię Luis mam 23 lata mieszkam w Berlinie i mam siostrę.Lubie czekoladowe lody,moim ulubionym kolorem jest niebieski oraz lubię sikać w miejscach publicznych.Wiesz zaznaczam teren-wytłumaczył
-Rozumiem-potwierdziłam
-Wystarczy?-spytał
-Wystarczy.Mam nadzieje,że myjesz po tym ręce-powiedziałam
-Oczywiście-powiedział-jak tylko jest gdzie-dodał.
-Fajnie...
To może teraz twoja kolej-powiedział
-Mam na imię Marina,mam 20 lat,mój ulubiony smak lodów to  straciatella,oraz nie lubię sikać w miejscach publicznych-powiedziałam
-Dlaczego?-spytał naprawdę zaciekawiony
-Wiesz dużo ludzi,to mnie rozprasza-powiedziałam najpoważniej jak tylko mogłam
-Aaa to wszystko wyjaśnia-powiedział
Tym razem nie wytrzymałam i wybuchłam dzikim śmiechem.
Chwile to trwało zanim się uspokoiłam,ale kiedy już to zrobiłam z powrotem oparłam się o murek.Zapadła cisza.Obydwaj patrzyliśmy przed siebie każdy zajęty własnymi myślami.Spojrzałam na niego.Był taki piękny,a do tego zabawny,miły.Patrzył zamyślony przed siebie  swoimi brązowymi oczami,w których odbijało się światło co sprawiało,że świeciły one jeszcze bardziej.Zastanawiałam się o czym tak myśli i dlaczego taki chłopak jeszcze nie ma dziewczyny?Po chwili z powrotem przeniosłam wzrok przed siebie.Zrobiło się trochę  zimno.Dopiero teraz zauważyłam,że zabrałam trochę za cienką bluzę.Złapałam się za ramiona pocierając je.
-Zimno ci?-spytał
-Trochę..-powiedziałam
Podszedł do mnie i przytulił mnie od tyłu.
-Cieplej ?-spytał
-Cieplej-odpowiedziałam.
Mogłabym tak stać cały czas.W jego ramionach.Matko co ja robię!Przecież to nie ma sensu.A może jednak ma?Dobra nieważne.
-Idziemy ?-spytałam
-A co nie podoba ci się?-spytał śmiejąc się
-Nie zaczynaj....
-Chodziło mi o widoki-powiedział nie przestając się uśmiechać
-Wkurzasz mnie-powiedziałam udając obrażoną.
-Mi tam się podobały.Dobra chodź kupie ci piwo-powiedział obejmując mnie
-Czyli chcesz upić bezbronną dziewczynę,a potem nie wiadomo co zrobić?Ja tam już was znam-powiedziałam żartując
-Tak najpierw cię upoję alkoholem,a potem odwiozę do domu.Rozgryzłaś mnie.Tylko dam ci aby jedno piwo bo jak wypijesz  za dużo to mi jeszcze z motoru spadniesz-powiedział śmiejąc się.
Znowu oberwał w rękę.
-Kurdę będę mieć siniaka-powiedział spoglądając na ramie.
-To się nie odzywaj-odgryzłam się-mówiłam,że mogę mocniej-dodałam
Dotarliśmy do jednej z budek.Luis kupił dwa piwa i wręczył mi jedno.Szliśmy tak wzdłuż mostu,na którym było mnóstwo ludzi,ale oni się wtedy nie liczyli.Byłam tylko ja i on ze swoimi żartami i głupimi wypowiedziami,które i tak w końcu doprowadzały mnie do śmiechu.Czułam,że coś między nami zaiskrzyło,ale w końcu dotarliśmy do domu.Odprowadził mnie do samych drzwi.Umówiliśmy się,że jutro znowu gdzieś wyjdziemy.Staliśmy przez jakiś czas naprzeciwko siebie.Żaden z nas nie chciał się jeszcze pożegnać.Chciałam go zaprosić do środka,ale musiał już iść.Pocałowałam go w policzek po czym odjechał na swoim czarnym motorze,a ja weszłam do swojego domu.
         
  Marina
                                       
                                                                                                                             

piątek, 8 marca 2013

5-Luis

Luis

Świat każe mi wybierać kim być,a ja nawet nie wiem kim jestem...

http://www.youtube.com/watch?v=6cHFdGBmBEw

Długie korytarze,czerwone ściany,kilka pokoi,kilka drzwi,za nimi napalone ciała mężczyzn,wrzaski,rozkazy,zdrady,zaspokajanie ich potrzeb a także strach,łzy,rozpacz,obojętność,cele,zabite marzenia,praca,utrzymanie.Każda z nich ma swoją historie,która jest zapomniana,każda ma swoją przyczynę znalezienia się tu.Jedne robią to tylko i wyłącznie dla pieniędzy,dla pracy.Inne są porwane i zmuszane do tego.Bite,zastraszane i co noc płaczące w poduszkę czując się jakby nic z nich nie zostało.Jeszcze inne nie miały po prostu wyboru.Nie starczało na narkotyki,na alkohol,na życie.Zagubione,wzięte z ulicy,egzystujące,ale nie mające żadnego celu.Żywe na zewnątrz zabite od środka.Co do tych drugich to najpierw szukamy tych,które się najbardziej nadają mówimy na nie drogi towar.Znajdujemy je zbieramy o nich informacje.Wiemy praktycznie wszystko o nich.Znamy rzeczy,o których nawet one nie wiedzą.W końcu   czekamy aż znajdą się same o odpowiedniej godzinie i w odpowiednim miejscu.Porywamy je,zamykamy w jednym z pokoi a potem gwałcimy po kolei.Gdy nie chcą tego zrobić bijemy je czasami do nie przytomności.Gdy już to zrobimy  oceniamy po kolei jak się spisała.Ernesto nazywa to selekcjonowaniem towaru.Potem wychodzimy z pokoju zostawiając ją tam samą.Leżącą bez ruchu na starym łóżku przywiązaną do niego ze spływającymi łzami po policzku.Pewnie zastanawiają się w tedy jak to się stało,że się tu znalazły i jak do tego doszło.Czy to oznacza,że będą musiały tu zostać?Po jakimś czasie już wiedzą.Już nie pytają.Powoli zabieramy im ich marzenia,plany,a one zostają bez niczego.Jednak są też dziewczyny,które nie ważne ile przejdą ile potrzeb zaspokoją nadaj mają  wiarę i marzenia.Ostatnio zacząłem też myśleć o rodzinach tych dziewczyn.Co muszą czuć ich rodzice,którzy nie wiedzą co dzieje się z ich ukochanym dzieckiem nie wiedzą czy żyje,rodzeństwo,które mimo,że czasami się kłóciło ze sobą zawsze miało oparcie w siostrze,przyjaciele,którzy nie wiedzą co mają o tym myśleć  a czasami też ukochana osoba,gdy nagle ktoś z kim naprawdę wiążą plany znika.Znika na wiele lat czasami nigdy nie wracając.Najgorsza jest ta niepewność czy ta osoba jeszcze żyje czy nie.Ciągła nadzieja.
Po między tym wszystkim ja.Siedzący na czarnej kanapie w jednej ręce trzymając papierosa,a w drugiej zdjęcie.Tak naprawdę zacząłem o tym wszystkim myśleć od czasu kiedy ją poznałem.Myślałem o tym co bym zrobił,gdyby ją ktoś porwał i zmuszał do tego.Od tego czasu,gdy ja albo chłopaki przywożą nową dziewczynę widzę w niej ją.Stojącą przede mną i patrzącą przerażonym wzrokiem.To mnie naprawdę wkurwia bo czuje,że zaczynam mieć uczucia,a ja ich nie chce bo nie mógłbym spojrzeć na siebie.Tak właściwie już nie mogę.Patrząc w lustro widzę cholernego skurwiela.Ćpuna,gwałciciela i morderce nie mającego jakichkolwiek uczuć i skrupułów.Jednak patrząc na to zdjęcie ciągle się uśmiecham.Na początku,gdy pierwszy raz ją zobaczyłem stojącą przy tym barze poznałem ją.Wiedziałem,że jest to przyjaciółka Toma i Agaty i że oni też tu są.Pierwszą myślą jaka była gdy ją zobaczyłem to to,że nadawałaby się,potem podeszliśmy do stolika gdzie siedziała Agata z Tomem,Weronika i jakiś chłopak.Weronika i ten chłopak mnie nie znali,ale widziałem spojrzenia  Toma i Agaty.Potem musiałem wyjechać poszukać jakiś nowych dziewczyn lecz kiedy wróciłem i spotkałem się znowu z Mariną po raz pierwszy od długiego czasu zobaczyłem w niej coś więcej niż tylko tanią dziwkę jak to widziałem w innych dziewczynach.Zobaczyłem w niej taką radość,rozświetlone oczy pełne ufności  i nadziei.Uśmiech zbudowany z marzeń.Była całkiem inna i naprawdę coś do niej poczułem.Jednak po ostatniej rozmowie z Tomem zacząłem się wahać.Całkowicie znam ich obawy.W końcu wiem do czego jestem zdolny,ale jej nigdy bym nie skrzywdził.Tylko,że tak właściwie to co ja mam jej do zaoferowania.Problemy i łzy.Mam ją tak po prostu rozkochać w sobie a potem zawodzić na każdym kroku?Chciał bym skończyć z tym co robię.W tedy mógłbym zacząć od nowa,ale niektóre rzeczy dzieją się niezależnie od naszej woli.Nie mogę.Wiem za dużo i za dużo rzeczy zrobiłem.Na pewno nie mogę teraz.Nie ważne,nie obchodzi mnie to.Zrobię wszystko,żeby być z nią nie ważne jakie będą tego skutki.
-Cóż za romantyczna fotka-poczułem czyiś śmiech za plecami.Był to Ramiro,który przed chwilą wszedł do pokoju-od kiedy robisz sobie zdjęcia z dziwkami-kontynuował
-Ona nie jest dziwką-powiedziałem
-To kim?Nie mów,że sobie kurwa dziewczynę znalazłeś-zaśmiał się
-Gówno cię to obchodzi-odpowiedziałem 
-Stary z czym do ludzi.Myślisz,że taka laska poleci na alfonsa ?-roześmiał się 
Wstałem i ze złością podszedłem do niego,złapałem jego koszulkę i dopchnąłem go do ściany
-Masz się odpierdolić i w to nie wtrącać rozumiesz?-wysyczałem posyłając mu mordercze spojrzenie
-Kurwa co tu się do jasnej cholery dzieje?-usłyszałem czyiś głos za plecami.Był to Ernesto.
-Chłopak się nam zakochał-powiedział Ramiro.
-Co zrobił?-zapytał Ernesto.
Puściłem Ramiro i  nie zwracając na nich uwagi wyszedłem. 

                                                                                              Luis

sobota, 2 marca 2013

4-Weronika

Choć nic się nie zmieniło,jest zupełnie inaczej.

*Weronika*
Rihanna ft. Mikky Ekko - Stay
Kolejny trudny poranek.Wstaje w swojej nocnej koszulce i idę odsłonić zasłony.Do mojego pokoju wpadają promienie słoneczne.Pewnie gdybym była w Polsce od 2 godzin siedziałabym już na uczelni.Teraz pewnie mój dzień będzie wyglądał trochę inaczej.Idę do łazienki,biorę prysznic,myję zęby czesze się.Wracam do pokoju i ubieram się.Idę do kuchni w której jak zwykle nikogo niema.Tom pewnie poszedł gdzieś z Agatą a Marina w pracy.Od kiedy się tu przeprowadziliśmy mało kto rozmawia ze mną albo interesuję się mną.Wyobrażałam to sobie trochę inaczej,ale pieprzyć to.Każdy ma teraz swoje życie,tylko ja go nie mam.Cześć jestem Weronika,mam 20 lat.Może na początek opowiem coś o mojej rodzince?Więc moi rodzice są kurewsko bogaci i kiedy mieszkałam w Polsce miałam praktycznie wszystko.Może dla tego wyjechałam?Tata jest szefem jakiejś wielkiej firmy,mama zajmuje się bankietami,ciuchami,wystrojem domu.Inaczej rozpierdala na gówna kasę taty.Jak wyglądało moje życie przed wyjazdem?Ojca widziałam 10 minut rano i 5 minut wieczorem nie licząc weekendów,które ostatnio coraz  coraz rzadziej spędzał z nami.Pewnie ma jakąś laskę na boku,ale mama usilnie próbuje w to nie wierzyć.Często wieczorami wychodzili na jakieś bankiety,albo spotkania więc mogłam robić co chciałam i to robiłam.Moja siostra o rok młodsza nie kablowała bo robiła to samo a najczęściej to ja musiałam się ją zajmować.Wraz z Mariną,Agatą i resztą naszej bandy chodziliśmy na różne imprezy.Bardzo za nimi tęsknie.Całe liceum trzymaliśmy się razem,przeżywaliśmy razem każdą chwilę.Byliśmy jak rodzeństwo i myśleliśmy,że to się nigdy nie skończy,ale czasami bywa inaczej.Skończyliśmy szkołę i każdy poszedł w swoją stronę.Brakuje mi ich,tak cholernie mi ich brakuje.Teraz trzeba żyć dalej.Brakuje mi wielu rzeczy jednak najbardziej brakuje mi miłości.Agata ma Toma,Marina poznała Luisa.Ja moją miłość zostawiłam w Polsce.Miłość,która  tak naprawdę nigdy się nie rozpoczęła a od razu zakończyła.Jednym z chłopaków należącym do naszej bandy był Chris.Pochodził z Anglii.Znaliśmy się przez 3 lata i nigdy nie pomyślałam,że oprócz przyjaźni coś między nami może być.Jednak kiedy się pogubił bardzo mu pomagałam i wtedy uświadomiłam sobie,że czuję coś do niego i że to nie jest już tylko przyjaźń.On chyba też coś poczuł,ale to nie trwało długo.Okazało się,że tata zdradza mamę.Nie chcieli się rozstawać,ponieważ to mogło by zagrozić dobru naszej rodzinie i interesom.Dlatego powrót do normalności był bardzo ciężki.Bo jak byś się czuła siedząc w kuchni obok swojego męża robiąc dobrą minę do złej wiedząc,że niedawno pieprzył inną?Ja starałam się z tego wyłączyć.I tak żyli jakby osobno więc udawałam,że jest mi to obojętne czy są razem,czy nie.Potem okazało się,że musiałam wybierać po między pracą w Niemczech a studiami w Polsce,co nie było łatwe.Przez chwile zapomniałam o Chrisie a wybór wyjazdu do Niemiec był całkowitą ucieczką od niego.Dlaczego?Bo chyba stchórzyłam.Tak bardzo bałam się miłości.Ale chyba tak naprawdę każdy z nas uciekł kiedyś od czegoś.Agata uciekła od śmierci Dawida,ja od miłości Chrisa,Marina też miała swoje powody.Tylko jedna myśl mnie przeraża,że nie ważne jak długo będziemy uciekać,przeszłość tak czy inaczej nas kiedyś dopadnie.Agata będzie musiała w końcu otworzyć ten list i pożegnać się raz na zawsze z Dawidem.,Marina dokończyć swoje rzeczy,a ja ? A ja mam zapomnieć czy wrócić? Ja muszę dalej uciekać/Nie wiem co mogę jeszcze powiedzieć o mnie.Miałam wielu chłopaków,ale jedynie na jedną noc.Przelotne związki,które nigdy nie miały przyszłości.Czasami sądzę,że nie do końca jestem normalną osobą,ale chyba każdy tak ma.Teraz chodzę po domu i nie mogę znaleźć sobie miejsca.Ktoś wszedł do domu,idę zobaczyć kto to.To Marina przyszła  z pracy.
-O cześć! widzę,że w końcu wstałaś-powiedziała zdejmując buty.
-Jak tam w pracy?-spytałam opierając się o ścianę
-Jak zwykle ścisk,tłok i dużo roboty.A co u ciebie?-spytała
-Mieszkamy ze sobą.Nie mów do mnie jak byś my rozmawiały ze sobą raz na tydzień-powiedziałam po czym weszłam do kuchni.
-Werka czekaj.Co cię ugryzło?Tylko normalnie spytałam-odpowiedziała wchodząc za mną.
-Powiedz mi,kiedy ostatni raz ze sobą rozmawiałyśmy?Pamiętasz jeszcze jak kiedyś mówiłyśmy sobie wszystko?Co się stało? Rozumiem,że masz własne życie,ale chciałabym być też częścią jego-wykrzyczałam
-Werka,ale przecież jesteś i zawsze będziesz po prostu ostatnio mam coraz mniej czasu-powiedziała podchodząc do mnie-wiesz co mam pomysł-powiedziała po czym podeszła do lodówki i otworzyła ją wyciągając z niej dwie butelki piwa-chodź! zrobimy sobie babskie popołudnie-uśmiechnęła się i zaczęła mnie  ciągnąć za rękę w stronę ogrodu.Po chwili siedzieliśmy na leżakach koło basenu.
-Wiesz co masz chyba rację trochę przesadziłam,ale naprawdę nie mam w tym domu do kogo się odezwać-powiedziałam
-Oj tam.Teraz przynajmniej możesz mi powiedzieć wszystko-uśmiechnęła się biorąc łyk z  butelki.
-Tak właściwie nie mam ci za dużo do powiedzenia.Jedyne co mnie gnębi to Chris-powiedziałam biorąc butelkę do ust.
-Chyba musimy podjąć jakieś decyzje...-powiedziała patrząc przed siebie
-Co masz namyśli ?-spytałam
-Musimy zamknąć to co za nami i zacząć na nowo inaczej stale będziemy tkwić w tym samym miejscu-powiedziała-a co do Chrisa to czy nie uważasz,że  gdyby mu zależało to powinien jakoś tu przyjechać albo zrobić cokolwiek-zapytała
-Nie wiem.Naprawdę nie wiem co o tym myśleć.-powiedziałam-też jesteś głodna?-spytałam
- I to jak !-odpowiedziała
-Chodź idziemy coś ugotować-powiedziałam po czym poszłyśmy do kuchni.

Czego się dziś nauczyłam?
Może tego,że żeby coś zacząć najpierw trzeba coś skończyć...                       Weronika



sobota, 16 lutego 2013

3-Tom

Żeby po prostu było dobrze...

*Tom*
http://www.youtube.com/watch?v=CdRut0YRWZ8
Po rozmowie z Agatą postanowiłem pójść do mnie i przemyśleć parę spraw.Wiedziałem,że muszę porozmawiać z Luisem,ale zrobię to jutro bo dziś jest już zbyt późno.Znam go bardzo dobrze chociaż on zajmuje się czymś innym jednak tam wszystko jest ze sobą połączone.Czasami myślisz,że jesteś bezpieczny,że nic ci nie zagraża,myślisz,że twoje życie jest może nie idealne ,ale dobre.Masz marzenia,plany,cele i nagle okazuje się,że to wszystko jest tylko iluzją.Wiem jak Agata się martwi o Marine dlatego muszę jej pomóż.Marina nie zasługuje na to,nie zasługuje na niego.Wiem o tym,że ja też jestem skurwielem,ale w przeciwieństwie do niego od czasu do czasu włącza mi się funkcja"uczucia".Zrobiłem wiele złego w życiu wiem o tym,ale już taki jestem,nie które rzeczy dzieją się nie zależnie od naszej woli.
Nazywam się Tom Kaulitz mieszkam w Niemczech  i mam 22 lata.Matki nigdy nie znałem.Suka zostawiła mnie,mojego brata kiedy tylko się urodziliśmy.Zaopiekował się nami ojciec.Szczerze mówiąc jakoś nie miał wyboru.Miał zaledwie 18 lat kiedy się urodziliśmy i dodajmy,ze nie był to typ odpowiedzialnego człowieka.Imprezy,narkotyki,dziwki jedną z nich  była nasza matka,którą przeleciał.Ale nie okazał się skurwielem i nie zostawił nas.Może nie radził sobie perfekcyjnie,ale ważne,że był przy nas.Wychował nas,odprowadzał do szkoły,robił z nami zadania,utrzymywał nas.Często miał problemy,ale zawsze starał się  radzić sobie z nimi.Kiedy zacząłem dorastać często się z nim kłóciłem.Byłem raczej trudnym dzieckiem często pakowałem się w kłopoty,biłem się z innymi,zacząłem brać,pić,palić,większość młodości spędziłem na  imprezach.Raz wylali mnie nawet ze szkoły,przez co ojciec się naprawdę wściekł.Nie byłem taki jak  Bill,mój brat bliźniak był zawsze grzeczny,porządny,poukładany.Nie powiem,że go nie kochałem bo kochałem i dogadywaliśmy się dobrze.Zawsze go broniłem kiedy inni zaczepiali go w szkole.Śmiali się z niego i dokuczali mu bo zawsze ubierał się w damskie ciuchy i malował się.O jego fryzurach już nie wspomnę.Zawsze był dziwakiem,ale był moim młodszym braciszkiem.Koleś miał głowę pełną dziwnych pomysłów  i marzeń.Od dziecka chciał śpiewać w jakimś sławnym zespole.Dla niego nauczyłem się nawet grać na gitarze chodź potem okazało się,że to jest moja pasja i też zacząłem mieć głupie marzenia na temat jakiegoś sławnego zespołu.Ale byłem w tedy tylko dzieckiem.Nie wiedziałem jeszcze jakie życie jest pojebane.Potem zaplątałem się w sprawy z Gambołą i zostałem dilerem.Gdy by tylko na sprzedawaniu narkotyków się skończyło było by dobrze.Są ludzie,ktorych tak pobiłem,że nie wiem czy żyją.Robiłem różne  rzeczy.Przecież w końcu trzeba było jakoś odebrać zapłatę za dragi.Z tatą  się  pokłóciłem  i nie odzywamy się do siebie.Bill jak podejrzewałem zastałem gejem,ale jeszcze przed tym nawzajem stwierdziliśmy,że ani on ani ja nie chcemy siebie za brata i zerwaliśmy kontakt.I tak stwierdziłem,że mogę teraz patrzeć na te pedalską buźkę.Są  sprawy,o których nie powinienem na razie mówić.Teraz ten pedał mieszka sobie w jakiejś willi wraz z jego ukochanym tatusiem w Hiszpanii a ja muszę siedzieć tu z masą problemów.Z jednej strony może to i lepiej,że wyjechali,przynajmniej są bezpieczni,ale z drugiej mam gdzieś ich obu zostawili mnie tu i  nie pomogli mi.Nigdy...Gościu stał się bogaty i zapomniał o swoim bracie bo poco mu taka szmata.Nie mam nic za to mam przejebane tyle wiem.Ale obiecuje,że kiedyś wyjdę z tego gówna i pokaże wszystkim,że jednak jestem jeszcze coś wart.
Znowu się rozklejam.Nienawidzę tego.Zaraz gdzieś tu mam kokainę... o jest..Jeden wdech i mogę  pisać dalej.
Siedzę teraz w moim salonie.Telewizor,jedna kanapa na niej ja przede mną stolik,a na nim strzykawki,paczuszki,tabletki,ecstasy,i wszystko co u nałogowego ćpuna może się znajdować.Tak jestem uzależniony i jest coraz gorzej.Wiem o tym.Nic na to nie poradzę. Tak jest lepiej wole nie wracać  do swojej  rzeczywistości w tedy myślę o Billu,ojcu.Nie chcę o tym pamiętać.

Kolejny poranek wstaję,przecieram twarz ,idę się odlać,w samych bokserkach schodzę do kuchni,otwieram lodówkę  znowu nic nie ma.Pierdole to zjem coś na mieście.Ostatnio strasznie schudłem,ale kogo to obchodzi.Gdzie jest ta cholerna strzykawka!Tu leży.Mam tak pokłute żyły,że nie mam gdzie wbić kolejnej igły.Okej Heroina w żyłach.Dziś rozmowa  z Luisem to będzie ciekawe. Dobra idę się ubrać.
Wychodzę.Gdzie ta cholerna paczka?Mam towar do dostarczenia.

***
-Cześć Tom,czemu chciałeś się ze mną spotkać ? o co chodzi? -powiedział Luis jak gdyby nigdy nic.
-Odpierdol się od niej rozumiesz?-powiedziałem łapiąc go za kurtkę.
-Spokojnie puść mnie.Nie mam zamiaru jej nic zrobić-powiedział odsuwając się
-To czego chcesz od niej?Po co w tedy przyszedłeś i spotkałeś się z nią?-powiedziałem kompletnie nic nie rozumiejąc.
-Wiem,że możesz mi nie uwierzyć bo wiem jakim byłem i jestem gnojem,ale ja naprawdę coś do niej czuje-powiedział całkiem poważny.
-Ty,hahahaha-zaśmiałem się  głośno-ty coś czujesz?Przecież ty nie masz uczuć-powiedziałem
-Tom,ja naprawdę nie chce jej zranić po prostu daj mi szanse.
-Słuchaj-podszedłem do niego bliżej -jeśli tylko spadnie jej włos z głowy zabije cię obiecuje ci to-wysyczałem
Puściłem go i odszedłem.Miałem jeszcze towar do dostarczenia.Nie wierzyłem temu gnojowi.On zawsze coś knuł.Nie mam pojęcia co tym razem,ale jeszcze się dowiem.

   
                                                                                                          Tom


piątek, 8 lutego 2013

2-Agata

Nikt nie powiedział,że to będzie łatwe...

Breathe me - Sia

*Agata*

-Czego on od niej chce?-spytałam gdy tylko Marina wyszła z kuchni
-Nie wiem-odpowiedział ciągle opierając się o blat
-Kurwa,nie taka była umowa!Ona nie miała być w nic wmieszana,miała tu tylko przyjechać,żeby nas kryć! -powiedziałam podnosząc ton .
-Wiem do cholery-powiedział wstając-wiem jaka była umowa-dodał
-Więc po cholerę on się z nią dziś spotkał!-wykrzyczałam
-Zamknij się bo nas usłyszy-powiedział
-Słuchaj ja w to weszłam,ale Marina i Weronika mają być czyste rozumiesz?-powiedziałam patrząc na niego prawie ze łzami w oczach
-Rozumiem.Nie wiem o co mu chodzi,ale nie pozwolę was skrzywdzić.nikomu a zwłaszcza jemu-podszedł i przytulił mnie a ja wtuliłam się w jego szeroką bluzę-obiecuje-wyszeptał.

***
Może powinnam się jakoś przestawić w tej chorej historii?A więc Nazywam się Agata Stonem mam 20 lat,urodzona w Anglii,wychowana w Polsce,mieszkam w Niemczech.Mój ojciec mieszka w Londynie wraz z  moim bratem Tonym  i jego kochaną żoną.Prawdopodobnie mam jeszcze jakieś rodzeństwo,ale wątpię,żebym je kiedykolwiek poznała.Rodzice się rozwiedli kiedy miałam 11 lat.Tony został z ojcem a ja wyjechałam z mamą do Polski.Rozeszli się bo ojciec znalazł sobie jakąś nową szmatę,której nigdy nie trawiłam.Widziałam ją  zaledwie 3 razy,ale to i tak o 3 za dużo.Gdy przyjechaliśmy do Polski wraz z mamą zamieszkaliśmy w domu mojej babci,która zmarła jakiś rok temu,Bardzo ją kochałam.Lubiłam ten dom,zawsze przyjeżdżaliśmy z Tonym do babci na wakacje.Spędziłam tam jedne z najwspanialszych chwil mojego życia.Lubiłam siedzieć w ogrodzie.Zawsze bawiliśmy się tam z Tonym i huśtaliśmy się na huśtawce.  Czy tęskniłam za nim?Tak i to jak cholera,każdego dnia siedziałam na tej pierdolonej huśtawce i czekałam na niego aż mój starszy brat w końcu przyjdzie i mnie przytuli.Chodziłam tam szczególnie w tedy kiedy miałam dość całego świata i za dużo problemów,albo jak mama  kolejny raz za dużo wypiła i skrzyczała mnie.Nie radziła sobie,zwłaszcza po rozstaniu z tatą.Próbowała znaleźć pracę,ale nie zbyt jej to wychodziło.
Zaczęła pić i płakała prawie przez cały dzień,chyba miała depresje.Nie obchodziło ją nic ani nikt.Nie robiła obiadów,nie pomagała mi  w lekcjach,nie sprzątała, nie robiła mi śniadania do szkoły.Czasami gdy się upiła krzyczała,że to moja wina i że to wszystko przeze mnie co bolało mnie najbardziej.Tak było do 13 roku życia.Po dwóch latach piekła,postanowiła się wziąć za siebie,znaleźć pracę i zmienić życie. Poznałam Marine i Weronikę.Były moimi najlepszymi przyjaciółkami i zawsze mnie wspierały chociaż nie od razu powiedziałam im co się dzieje u mnie w domu.Znów żyliśmy normalnie z moją mamą.Przez 2 lata było tak cholernie normalnie.Potem poznała jego...Mojego nowego ojczyma.Był alkoholikiem i nie pracował.Cały czas krzyczał na nas i bił mamę,ale ona była tak cholernie w nim zakochana.Kiedy skończyłam 18 lat postanowiłam się wyprowadzić.Nie bardzo wiedziałam do kąt.Mogłam wrócić do ojca,ale wolałabym mieszkać kolejne 18 lat z moją stukniętą matką niż z nim.Szczerze go nienawidzę.Nie rozumiem jak mógł zostawić tak mnie i mamę w ogóle nie interesując się nami?!W tym czasie poznałam Dawida.Zamieszkałam z nim w jakiejś melinie,ale ważne że mieliśmy alkohol i narkotyki.To stało się naszym życiem.Parę tabletek,butelka i strzykawka.Piękne.. ? Nie -żałosne.W padłam w to on mnie w to wrzucił.Mimo to kocham go i mogłabym nadal oddać życie tylko po to żeby tu był.Byliśmy chorą miłością,seks imprezy,używki,ale była tez miłość.Opiekował się mną i nigdy nie pozwolił żeby cokolwiek mi się stało.Jednak on stał coraz bliżej krawędzi i  w końcu spadł,a moje życie razem z nim.Przedawkował.Znalazłam go w łazience na podłodze,w ręku trzymał list.Był do mnie.Nie otwarłam go.Do dziś mam go przy sobie,ale wciąż  go nie otwarłam.Nie mogłam.Czuje że wtedy mój świat zawalił by się od nowa,że znów wróciło by to wszystko,chodź tak właściwie nic nie odeszło.Wciąż wszystko siedzi we mnie  miłość,ból,radość,szczęście,ON.Wciąż jest we mnie.Staram się to ukrywać udaje,że zapomniałam,że to już za mną,ale nic nie jest za mną i długo nie  będzie.Wiec może boje się czegoś innego?Może boję się,że jak otworze ten list to to będzie pożegnanie,odejście,zapomnienie o nim na zawsze,koniec żałoby?Jeszcze nie.Jeszcze nie jestem gotowa.On odszedł,ja zostałam.Zostałam z tym całym gównem.Poznałam Toma,który mnie pociągnął dalej,a ja dzięki temu pociągnęłam za mną wielu innych niewinnych ludzi.Weszłam w takie gówno,że nie wiem czy kiedykolwiek z niego wyjdę,dlatego nigdy,przenigdy nie chce w to wciągnąć dziewczyn,tego bym nie przeżyła.Oprócz nich mam jeszcze Toma....On jedyny wie o mnie to czego inni moi przyjaciele nie wiedzą.On jest dobry,tylko czasami wydaje się inny,ale on nie chce nikogo zranić.Co do Luisa jest to niebezpieczny typ i nigdy nikogo nie pokochał.
Czy można mieć jeszcze bardziej pojebane życie?Podejrzewam,że to jeszcze nie koniec atrakcji i spotka mnie jeszcze wiele ciekawych przygód.Moja mama mieszka w Polsce nie wiem co się z nią dzieje i chodź kocham ją tak bardzo nie mogę wrócić,ale kocham ją i zawsze to ona była tą najważniejszą osobą  w moim życiu.Z Ojcem  ostatni raz rozmawiałam w wieku 18 lat w dniu moim urodzin potem już nie rozmawialiśmy.Nie wiem co dzieje się z Tonym nasz kontakt też się już dawno temu urwał.List Dawida ciągle leży w mojej szufladzie nie otwarty a ja jestem cholerną dziwką,dilerką i narkomanką...

Agata 

sobota, 2 lutego 2013

1-Marina



"Przypadkowe spotkanie jest czymś najmniej przypadkowym w naszym życiu."

20.03.2012
Dziś widziałam się z Luisem.Zadzwonił przez co byłam bardzo zaskoczona.Minął tydzień od czasu kiedy dałam mu numer więc myślałam że już się nie zobaczymy.Szczerze przychodziły mi do głowy wszystkie scenariusze:może źle zapisał,może dałam mu zły numer,może wcale nie chciał się ze mną spotkać,może nie ma czasu.A jednak.Poszłam do Weroniki podzielić się z nią informacją ,ta tylko skomentowała "Czas wielki bo oszaleć z tobą można było".Udałam że nie wiem o co jej chodzi i zignorowałam to.Ubrałam się  a o 15:00 Luis był u mnie.Postanowiliśmy pójść do parku,nie daleko naszego domu.Tłumaczył mi dlaczego  dopiero teraz zadzwonił.Nie mógł wcześniej bo miał coś ważnego do zrobienia w pracy i zbytnio nie miał czasu,chociaż bardzo chciał zadzwonić.Gadaliśmy głównie o mnie.Okazało się,że mamy dużo wspólnego ze sobą.Jednak gdy zaczęliśmy rozmawiać o nim szybko zmieniał temat,jakby chciał coś ukryć przede mną.
Nie chciałam go naciskać i odpuściłam,ale wiedziałam że ma jakiś sekret.
Długo rozmawialiśmy,trochę się wygłupialiśmy.Za każdym razem kiedy się uśmiechał w jego brązowych oczach pojawiały się iskierki. Potem usiedliśmy na jednej z ławek.
-Nie wiem kiedy się znowu zobaczymy-powiedział spoglądając na mnie
-Dlaczego? -spytałam
-Muszę wyjechać na jakiś czas-powiedział patrząc przed siebie
-Dokąd?-zapytałam próbując nie pokazywać po sobie żadnych emocji
-Teraz Ci nie mogę powiedzieć,to zbyt trudne-powiedział przenosząc wzrok na mnie
Patrzył na mnie swoimi pięknymi oczami,ale nie było już w nich iskierek tak jak wtedy kiedy się uśmiechał
-Wiesz kiedy wrócisz?-pytałam dalej
-Nie.Nie wiem czy w ogóle wrócę-powiedział smutno
Nie pytałam o nic więcej.Zapadła cisza,słychać było tylko rozmowy przechodniów przechodzących obok i wiatr.Siedzieliśmy tak przez chwile-niby razem,ale osobno.
-Wiesz-zaczął-naprawdę się ciesze,że mogłem cię poznać i chociaż przez chwile być naprawdę szczęśliwym.Może to brzmi trochę głupio dla ciebie,ale dla mnie te chwile tu z tobą były naprawdę bardzo ważne.Nie chce,żeby to było nasze ostatnie spotkanie,ale pewne rzeczy nie zależą od naszej woli.Mam nadzieje,że się jeszcze spotkamy.Jeśli nie,wiedz że nigdy o tobie nie zapomnę chociaż spotkaliśmy się zaledwie dwa razy-powiedział patrząc prosto w moje oczy.
-Ja też nie chcę-powiedziałam cicho-naprawdę nie chce kończyć czegoś co się nawet nie zdążyło zacząć.Wróć proszę.Nie chcę żebyś był tylko moim wspomnieniem,które zacznie blednąć z biegiem czasu.-dodałam ledwo powstrzymując łzy.
-Mam pomysł-powiedział-po czym wyciągnął z kurtki telefon.
-Co ty chcesz zrobić?-spytałam lekko zaskoczona
-Zróbmy sobie razem zdjęcie.Przy najmniej ono nam będzie przypominać o sobie-powiedział po czym zaczął coś grzebać w telefonie.
Ja się  tylko zaśmiałam.
-Gotowa ?-spytał
-Oczywiście!Mów co mam robić-powiedziałam z rozbawieniem
-Dobrze więc Dawaj całusa-powiedział po czym wyciągnął rękę przed nas i zrobił zdjęcie.
Chwile się śmialiśmy z niego bo wyszło naprawdę śmieszne.Potem przesłał mi je na mój telefon.I postanowił mnie odprowadzić do domu.Całą drogę przegadaliśmy.Dziwi mnie to że jest to pierwszy chłopak,z którym mogę gadać cały dzień i wciąż mamy o czym.W końcu doszliśmy do mojego domu.
-Wejdziesz ?-spytałam
-Nie,nie będę przeszkadzać.Pójdę już-powiedział
-Dobrze,ale proszę obiecaj mi że się jeszcze kiedyś spotkamy -powiedziałam smutno
-Obiecuje-powiedział uśmiechając się
-Więc do zobaczenia-odpowiedziałam po czym podeszłam i pocałowałam go lekko w policzek
-Do zobaczenia-powiedział przytulając mnie.Kiedy chciałam już iść do domu poczułam,że on wciąż trzyma mnie za rękę.Pociągnęłam ją lekko,a on ją puścił.Uśmiechnęłam się tylko i weszłam do domu.


                 



                                                                 





Gdy tylko weszłam do domu od progu usłyszałam rozmowę Agaty i Toma dobiegającą z kuchni.Poszłam się z nimi przywitać.Siedzieli przy stole zawzięcie o czymś dyskutując.
-Cześć-powiedziałam rozpinając kurtkę a oni spojrzeli na mnie.
-A ty gdzie byłaś?-spytała Agata prosto z mostu.
-Spotkałam się z Luisem-powiedziałam,a Agata z Tomem wymienili spojrzenia.-Coś się stało?-spytałam zdziwiona
-Z tym Luisem z urodzin-zapytała
-Tak z tym-odpowiedziałam trochę poirytowana nie miałam ochoty im tego opowiadać.
-I jak było?-spytał Tom opierając się o blat kuchenny
-Fajnie,miło i przyjemnie-odpowiedziałam po czym wyszłam z kuchni.Po drodze odwiesiłam kurtkę i pobiegłam schodami do swojego pokoju.

Weszłam do mojego pokoju.Zamknęłam drzwi i usiadłam przy biurku.Oparłam o nie ręce  i zaczęłam przypominać sobie każdą chwile z naszego spotkania,nie przestając się uśmiechać.
Na ziemie przywróciła mnie dopiero Weronika,która weszła do mojego pokoju.
-Hej,nie przeszkadzam?-powiedziała stojąc w wejściu
-Jasne wchodź-odpowiedziałam uśmiechając się. 
-I jak było?Opowiadaj !-powiedziała podekscytowana siadając na moim łóżku 
-Dobrze,poszliśmy do parku,rozmawialiśmy,żartowaliśmy,ale potem...-powiedziałam opuszczając głowę.
-Co potem?-spytała
-Potem powiedział,że znowu musi wyjechać i nie wie czy kiedykolwiek się zobaczymy-powiedziałam smutno.
-No przestań,jak mu na tobie zależy to się wróci-powiedziała uśmiechając się-dobra ja idę bo mam coś jeszcze do zrobienia-dodała po czym wyszła z pokoju.
A ja nadal  tam siedziałam a po głowie chodziło mi ciągle "jeśli mu zależy to wróci" jeśli mu zależy...a jak mu nie zależy?
                                                                                            Marina